Tag: Portugalia (Page 1 of 2)

Fado – dźwięki mojego miasta cz. 5

Angolańska semba, kabowerdyjska morna, portugalskie fado, a może brazylijska bossa? Gdy Carolina, Brazylijka o długich ciemnych włosach i czerwonym kapeluszu na głowie chwyta za gitarę, a po skąpanym w słońcu Miradouro de Santa Luzia przebiegają niespiesznie uspokajające duszę dźwięki É Preciso Perdoar największego mistrza i współtwórcy gatunku João Gilberto, staje się jasne, że Lizbona budzi się z covidowego letargu, w którym pogrążona była przez ostatnie ponad półtora roku.

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 4

Lubię przesiadywać na Praça do Comércio, a dokładniej rzecz ujmując na Cais das Colunas, osiemnastowiecznym nabrzeżu z marmurowymi schodami. Najlepiej z samego rana, tuż po kawie i pastéis de Nata, albo krótko przed zachodem słońca chylącym się nad taflą zatrzymanego w czasie Tagu. W ciągu dnia natomiast, gdy słońce delikatnie praży ceglaste dachy Alfamy siadam z gazetą, czy też książką w ręku na Largo Portas do Sol albo Miradouro de Santa Luzia. Głęboki róż bujnie rosnących tu kwiatów, zielone drewniane ławki, ułożone z kafelek na ścianach obrazy, porośnięte pnączem kamienne filary dające jakże kojący cień w gorące słoneczne dni. W tym drugim przypadku podobnie jak pod Igreja de São Domingos można spotkać wielu imigrantów z Afryki. Trudno się dziwić, spoglądając na karty historii Portugalii. To zazwyczaj Senegalczycy, Angolczycy, przybysze z Gwinea Bissau, ale też innych krajów, gdzie w przeszłości Portugalia miała swoje koloni. Często przychodzą porozmawiać, ale przebieg takiej rozmowy jest zawsze taki sam i zawsze zmierza do tego samego celu, a mianowicie sprzedania turyście jakiegoś bibelotu. Mimo, że mężczyźni nie są zbyt nachalni – raz zdarzyło mi się, że zawieszony na ręku bibelot stał się prezentem – w takich sytuacjach zawsze należy uważać.

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 3

Zostawmy na chwilę fado, gdyż w stosownym momencie ono z całą siłą powróci. Wsiądźmy w tramwaj i pojedźmy dziewięć kilometrów na zachód od Alfamy, do Belém. Jakoś dopiero ostatnio uświadomiłem sobie, że nazwa dzielnicy w tłumaczeniu na polski to po prostu Betlejem.

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 2

Bairro Alto – górna dzielnica, centralna część miasta powstała w odpowiedzi na społeczne i ekonomiczne zmiany zachodzące w Lizbonie w drugiej połowie piętnastego wieku. Rozkwit handlu spowodował znaczący wzrost napływu ludności, co w konsekwencji przyczyniło się do zwiększenia ilości wznoszonych budynków w obrębie murów miasta. Proces urbanizacyjny moglibyśmy podzielić w zasadzie na dwie fazy, jednakże nie będziemy tu wchodzić w tak dokładne szczegóły społeczne i administracyjne ówczesnej stolicy Portugalii.

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 1

Silêncio! Silêncio! Rozbrzmiewa jedno dobitne słowo na sali, na której słychać jeszcze ostatnie szepty i szmery wśród publiczności. Jest chwila po godzinie dwudziestej drugiej. Późny, ciepły listopadowy wieczór. W malutkiej sali z kilkoma, może kilkunastoma prostymi drewnianymi stolikami ciemnego koloru, przy których stoją również proste, niespecjalnie wygodne taboreciki, trudno złapać oddech. Jest duszno, a stłoczeni na swoich miejscach ludzie muszą się jeszcze kawałeczek przesunąć, gdyż w lewym narożniku sali za kilka chwil wybrzmią dźwięki niezwykłe. Na ścianach obłożonych fragmentami jasnobrązową boazerią, a częściowo marmurem z drobnym kreskowanym wzorkiem, wiszą w drewnianych ramach obrazy fadistas, którzy swoim przeszywającym do szpiku kości głosem, wprawiali na przestrzeni lat w zdumienie przybywających tutaj gości. Do góry nad zdjęciami stoją butelki wina, a pomiędzy lampki łagodnie żarząc się, wprowadzają nastrój tajemniczości, swoistego półmroku. Na stolikach natomiast lampki pełne wina, choć zdarzy się, iż ktoś popełni faux-pas i zamówi piwo. Wszak świat ciągle ewoluuje i skoro nawet Francuzi spożywają więcej piwa niż wina, coś co wcześniej byłoby absolutnie nie do przyjęcia, dziś staje się normalnością. Przystawki, dania, deser, kawa pojawią się na stołach w stosownym momencie. W trakcie wybrzmiewania muzyki jeść przecież nie wypada. Wręcz nie wolno. Krążące na samym początku silêncio wdzierające się w każdy zakamarek sali, docierające do każdego ucha nie było dziełem przypadku. Znaczenia słowa na tyle oczywiste, iż tłumaczenie możemy z całą dozą pewności pominąć.

Coimbra – zakończenie w miejskim stylu

Wyjeżdżając do Portugalii popełniliśmy pewien błąd. Otóż kupiliśmy bilety w jedną stronę, licząc, że złapiemy coś na powrót w równie korzystnej cenie. Niestety przeliczyliśmy się i musimy teraz wracać z Porto. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Gdyby nie ów błąd i przymus powrotu z północnej części kraju, pewnie jeszcze przez długi czas nie odwiedzilibyśmy Coimbry, a w ten sposób nadarzyła się ku temu doskonała okazja. Zanim jednak dojedziemy do trzeciego co do wielkości miasta Portugalii, udamy się jeszcze do portowego miasta Peniche położonego na małym półwyspie. Zostawiamy auto na potężnym betonowym parkingu i udajemy się do miasta.

Tomar, Batahla, Alcobaça – Trzy perły UNESCO w portugalskiej koronie

Marvão opuszczamy wcześnie rano, gdyż czeka nam dziś kilkugodzinna podróż po najbardziej spektakularnych klasztorach na terenie Portugalii. Przemierzając na zachód teren coraz bardziej się wypłaszcza a my dojeżdżamy do pierwszego przystanku na trasie, miejscowości Tomar. Turyści przyjeżdżają tu w zasadzie tylko i wyłącznie jednym celu, a mianowicie odwiedzeniu Klasztoru Zakonu Chrystusa, czyli Convento de Cristo. Zostawiamy zatem auto na znajdującym się poniżej parkingu i ruszamy w górę na tereny tej jakże fascynującej budowli.

Park Przyrody Serra de São Mamede

Planując wyjazd do Alentejo zamierzaliśmy odwiedzić jakąś ze słynnych tutejszych winnic. Nauczony doświadczeniem z poprzedniej wizyty w portugalskie Dolinie Douro na północy kraju, nie widziałem sensu rezerwowania niczego z wyprzedzeniem, co okazało się ogromnym błędem. Otóż północna część kraju cierpi na niedobór turystów. Choć może nie jest to właściwe stwierdzenie, gdyż ludzie tam żyjący chyba niespecjalnie narzekają na ten stan rzeczy. Zupełnie inaczej mają się sprawy w Alentejo, gdzie bliskość stolicy, kilka perełek wpisanych na listę UNESCO, ekskluzywne hotele SPA położone na terenach winiarni, sprawiają, że przyjeżdża tu rzesza turystów z zasobnymi portfelami, jak i wielu tak zwanych jednodniowców, którzy bez problemu tego samego dnia wieczorem wrócą do Lizbony. Wracając jednak do głównego wątku, obdzwaniając wszystkie znajdujące się na naszej dalszej trasie winnice, nie uzyskałem żadnego wolnego terminu na ich zwiedzanie. Cóż, z jednej strony pewien niedosyt, z drugiej na pewno do Portugalii jeszcze nie raz wrócimy, a może i także do Alentejo zważywszy na fakt, iż jest to na tyle duży region, że tym razem mogliśmy się skupić tylko na pewnej jego części. Ruszamy zatem dalej w obręb Parku Przyrody Serra de São Mamede.

Estremoz, Elvas i O Montado, czyli w lesie korkowym

Wyruszając z Evory w kierunku północno-wschodnim do Estremoz trafimy na najbardziej charakterystyczny krajobraz Alentejo, a mianowicie sielskie pocztówkowe widoki lasów korkowych zwanych tutaj Montado. Pośrodku drogi do Estremoz w małej miejscowości Azaruja znajdziemy fabryki zajmujące się obróbką zdartej z drzew kory. Zatrzymujemy się na moment, by podejrzeć przywiezione tu ogromne ilości kory. W zasadzie wzdłuż całej trasy do kolejnej miejscowości zarówno po jednej jak i po drugiej stronie drogi w oczy rzucają się okorowane po części drzewa. Jest to dość niecodzienny widok, gdyż jak już wspomniałem wcześniej Portugalia jest największym producentem i jednym z kilku nielicznych krajów porośniętych tym unikatowym gatunkiem drzewa. Jeśli komuś byłoby mało sielskich pejzaży warto zaznaczyć, że wokół położonych jest wiele winnic dodających uroku całości krajobrazu.

Monte-moro-novo, Arraiolos i Evora – serce Alentejo

Stolica Portugalii jest osobliwa na wiele sposobów. Otóż sama w sobie ma do zaoferowania tyle, że można by tu spędzić resztę życia. Jeśli jednak komuś byłoby mało i szukałby urozmaicenia w kilka chwil znajdzie się nad Oceanem Atlantyckim, ucieknie w wyżej opisane gąszcze dzikiej zieleni, uda się na północ do perełek pokroju Obidos, czy też Tomar, do których jeszcze wrócę w moich opowieściach, pomknie na południe na słoneczne wybrzeża Algarve, bądź też koniec końców tak jak my ruszy na wschód.