Gdy tylko sięgam pamięcią do dzieciństwa czy lat młodości zawsze uwielbiałem wodospady. To one były największym ucieleśnieniem potęgi natury. Przytłaczające ilości wody spadające z kilkudziesięciometrowych skał, niesamowita siła, kotłująca się para wodna wprawiały mnie zawsze w osłupienie, przepełniały podziwem, sprawiały, że nabierałem szacunku do otaczającej mnie przyrody. Wodospad Kamieńczyk w Szklarskiej Porębie, majestatyczne wodospady na Jeziorach Plitwickich, w Parku Narodowym Krka, czy też ukryte na uboczu dróg wodospady Kravica w Bośni i Hercegowinie nie dorównywały co prawda największym gigantom tej planety, ale zawsze podnosiły adrenalinę, napawały serce radością.