Tag: Maghreb

Fedoua i Mohamed

Początek kolejnego dnia mógł mieć tylko jeden scenariusz, a mianowicie niekończące się pertraktacje ze stojącymi nieopodal hostelu taksówkarzami. Spoglądam na cztery ustawione wzdłuż drogi jeden po drugim pojazdy. Muszę podejść do tego pierwszego, gdyż takie panują tutaj zasady. Kto stoi pierwszy, pierwszy odjedzie. Gdy zakończy swój kurs, ustawia się na sam koniec kolejki. Na postoju taksówkarzy wszystko wydaje się współistnieć w harmonii. Mimo wykrzykujących nazwy miejscowości w większych skupiskach kierowców, całość podporządkowana jest z góry określonemu systemowi.

Maghrebskie Hollywood

Déjà vu. Dzień świstaka. Dwa pierwsze skojarzenia jakie przychodzą mi do głowy po wyjściu z łóżka. Naciskając na włącznik światła w łazience, poczułem się jak Phil grany przez Billa Murray’a wychodzący na ulicę w przytoczonym filmie. Znowu wyłączyli prąd. Wszechobecne oszczędności dają o sobie znać na każdym kroku. Czy to o poranku, czy to przed pójściem spać. Brak czasu jest w takich sytuacjach najlepszym środkiem na uniknięcie stresu, walkę ze złym nastrojem i zdenerwowaniem. Wskazówka zegara posuwa się nieubłaganie naprzód, zdecydowanie za szybko, by zaprzątać myśli tym co miało miejsce również ubiegłego dnia. Za oknem słychać szumiący wiatr, ale niebo jest kompletnie czyste. Próżno szukać na nim choć jednej zbłąkanej, samotnej, oddzielonej od reszty stada, chmurki. Nie wybiła jeszcze ósma. Mały placyk przed hostelem jest jeszcze pusty. Zbyt wczesna godzina, by dojrzeć szwendających się po nim tubylców. Pewnie jeszcze śpią. Ci nie imający się żadnych stałych zajęć nie wstają na próżno. O tej godzinie nie zaoferują jeszcze nikomu swoich usług. Szkoła rozpoczyna pracę trochę później, a głównym zajęciem pozostałych jest branża turystyczna. Cisza zdaje się być uzasadniona. Ktoś musi jednak jechać do miasta.

Kanion Todra cz. 2

Spoglądam na zegarek. Wybiła dziewiąta. Wstaję z łóżka, idę do łazienki, dotykam przełącznika, ale nic się nie dzieje. Światła nie ma. Prąd już wyłączyli. Uraczono nas energią na kilka godzin. Nie wiem czy to zalecenie odgórne, ale jeśli tak to kogo? Nawet na pustyni w Hassilabied prąd był dostępny cały czas. Wszystko wskazuje na dość sprytny sposób oszczędzania energii. Ale czy aż tyle jej się zaoszczędzi, wyłączając prąd w ciągu dnia i w nocy? Uruchamiając go tylko na kilka wieczornych godzin? Nikt nie przyjeżdża w tak spektakularne miejsca, by siedzieć w ciągu dnia w pokoju hotelowym. To przyczółek wspinaczy. W ciągu dnia skaczą po skałkach, a w nocy zmęczeni szybko zasypiają. Absurd goni absurd. Trudno opisać pazerność właścicieli hoteli próbujących zaoszczędzić na najbardziej podstawowych mediach jakimi są prąd i ciepła woda. Z drugiej strony będąc bardziej wyrozumiałym można by ich pochwalić za ekonomiczne zarządzanie zasobami energii. O swojej miłości do środowiska naturalnego warto byłoby jednak wspomnieć w prospektach reklamujących lokum. Nie jestem osobą wymagającą, nie potrzebuję w zasadzie żadnych udogodnień będąc w podróży, ale cenię sobie uczciwość. W takich poczynaniach uczciwości nie widzę, a raczej przebiegłość i cwaniactwo.

Kanion Todra cz. 1

Alin i Valentina są obywatelami Austrii, ale ich korzenie sięgają Rumunii. Myśląc w sposób trochę bardziej żartobliwy, Alin nie przypadkiem wynajął na swoją podróż pojazd marki Dacia. Prawda jest troszeczkę inna. Otóż przed przylotem na swój wymarzony urlop zarezerwował auto w jednej z wypożyczalni. Po przyjeździe na miejsce i udaniu się na lotnisku do jednego z biur okazało się, że przedstawiciel o niczym nie ma pojęcia. Samochód nie został zarezerwowany, a innego nie ma. Cóż począć w takiej sytuacji? Ponad godzina wykłócania się o swoje prawa, dwukrotnie wyższa cena za zorganizowanie czegoś zastępczego i dwójka austriackich podróżników mknie przed siebie ponad sto kilometrów na godzinę po maghrebskich drogach. Tak, Alin nie oszczędza auta i pomimo licznych kontroli policyjnych ryzykuje dość mocno wlepienie mandatu. Chyba jest szczęściarzem. Mieli do tej pory kilka kontroli, ale po okazaniu paszportu ani razu nie zostali ukarani. Przed podróżą również rozważałem wynajęcie pojazdu na miejscu, ale moja nieufność, niechęć do blokowania astronomicznych kwot na koncie przez afrykańskie spółki, które mogłyby zostać w konsekwencji wykorzystane na pokrycie wyimaginowanych szkód, sprawiły, iż mimo zdecydowanie mniejszej wygody w podróżowaniu, komunikacja publiczna mimo wszystko wygrała. Komfort może i mniejszy, ale wrażenia związane z kupnem biletów, odwiedzaniem dworców, negocjacją cen, całym przedodjazdowym show serwowanym w większości autokarów niższej klasy, niezapomniane.