Tag: Lizbona

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 4

Lubię przesiadywać na Praça do Comércio, a dokładniej rzecz ujmując na Cais das Colunas, osiemnastowiecznym nabrzeżu z marmurowymi schodami. Najlepiej z samego rana, tuż po kawie i pastéis de Nata, albo krótko przed zachodem słońca chylącym się nad taflą zatrzymanego w czasie Tagu. W ciągu dnia natomiast, gdy słońce delikatnie praży ceglaste dachy Alfamy siadam z gazetą, czy też książką w ręku na Largo Portas do Sol albo Miradouro de Santa Luzia. Głęboki róż bujnie rosnących tu kwiatów, zielone drewniane ławki, ułożone z kafelek na ścianach obrazy, porośnięte pnączem kamienne filary dające jakże kojący cień w gorące słoneczne dni. W tym drugim przypadku podobnie jak pod Igreja de São Domingos można spotkać wielu imigrantów z Afryki. Trudno się dziwić, spoglądając na karty historii Portugalii. To zazwyczaj Senegalczycy, Angolczycy, przybysze z Gwinea Bissau, ale też innych krajów, gdzie w przeszłości Portugalia miała swoje koloni. Często przychodzą porozmawiać, ale przebieg takiej rozmowy jest zawsze taki sam i zawsze zmierza do tego samego celu, a mianowicie sprzedania turyście jakiegoś bibelotu. Mimo, że mężczyźni nie są zbyt nachalni – raz zdarzyło mi się, że zawieszony na ręku bibelot stał się prezentem – w takich sytuacjach zawsze należy uważać.

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 3

Zostawmy na chwilę fado, gdyż w stosownym momencie ono z całą siłą powróci. Wsiądźmy w tramwaj i pojedźmy dziewięć kilometrów na zachód od Alfamy, do Belém. Jakoś dopiero ostatnio uświadomiłem sobie, że nazwa dzielnicy w tłumaczeniu na polski to po prostu Betlejem.

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 2

Bairro Alto – górna dzielnica, centralna część miasta powstała w odpowiedzi na społeczne i ekonomiczne zmiany zachodzące w Lizbonie w drugiej połowie piętnastego wieku. Rozkwit handlu spowodował znaczący wzrost napływu ludności, co w konsekwencji przyczyniło się do zwiększenia ilości wznoszonych budynków w obrębie murów miasta. Proces urbanizacyjny moglibyśmy podzielić w zasadzie na dwie fazy, jednakże nie będziemy tu wchodzić w tak dokładne szczegóły społeczne i administracyjne ówczesnej stolicy Portugalii.

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 1

Silêncio! Silêncio! Rozbrzmiewa jedno dobitne słowo na sali, na której słychać jeszcze ostatnie szepty i szmery wśród publiczności. Jest chwila po godzinie dwudziestej drugiej. Późny, ciepły listopadowy wieczór. W malutkiej sali z kilkoma, może kilkunastoma prostymi drewnianymi stolikami ciemnego koloru, przy których stoją również proste, niespecjalnie wygodne taboreciki, trudno złapać oddech. Jest duszno, a stłoczeni na swoich miejscach ludzie muszą się jeszcze kawałeczek przesunąć, gdyż w lewym narożniku sali za kilka chwil wybrzmią dźwięki niezwykłe. Na ścianach obłożonych fragmentami jasnobrązową boazerią, a częściowo marmurem z drobnym kreskowanym wzorkiem, wiszą w drewnianych ramach obrazy fadistas, którzy swoim przeszywającym do szpiku kości głosem, wprawiali na przestrzeni lat w zdumienie przybywających tutaj gości. Do góry nad zdjęciami stoją butelki wina, a pomiędzy lampki łagodnie żarząc się, wprowadzają nastrój tajemniczości, swoistego półmroku. Na stolikach natomiast lampki pełne wina, choć zdarzy się, iż ktoś popełni faux-pas i zamówi piwo. Wszak świat ciągle ewoluuje i skoro nawet Francuzi spożywają więcej piwa niż wina, coś co wcześniej byłoby absolutnie nie do przyjęcia, dziś staje się normalnością. Przystawki, dania, deser, kawa pojawią się na stołach w stosownym momencie. W trakcie wybrzmiewania muzyki jeść przecież nie wypada. Wręcz nie wolno. Krążące na samym początku silêncio wdzierające się w każdy zakamarek sali, docierające do każdego ucha nie było dziełem przypadku. Znaczenia słowa na tyle oczywiste, iż tłumaczenie możemy z całą dozą pewności pominąć.