Autor: Maciej (Page 1 of 18)

Fado – dźwięki mojego miasta cz. 5

Angolańska semba, kabowerdyjska morna, portugalskie fado, a może brazylijska bossa? Gdy Carolina, Brazylijka o długich ciemnych włosach i czerwonym kapeluszu na głowie chwyta za gitarę, a po skąpanym w słońcu Miradouro de Santa Luzia przebiegają niespiesznie uspokajające duszę dźwięki É Preciso Perdoar największego mistrza i współtwórcy gatunku João Gilberto, staje się jasne, że Lizbona budzi się z covidowego letargu, w którym pogrążona była przez ostatnie ponad półtora roku.

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 4

Lubię przesiadywać na Praça do Comércio, a dokładniej rzecz ujmując na Cais das Colunas, osiemnastowiecznym nabrzeżu z marmurowymi schodami. Najlepiej z samego rana, tuż po kawie i pastéis de Nata, albo krótko przed zachodem słońca chylącym się nad taflą zatrzymanego w czasie Tagu. W ciągu dnia natomiast, gdy słońce delikatnie praży ceglaste dachy Alfamy siadam z gazetą, czy też książką w ręku na Largo Portas do Sol albo Miradouro de Santa Luzia. Głęboki róż bujnie rosnących tu kwiatów, zielone drewniane ławki, ułożone z kafelek na ścianach obrazy, porośnięte pnączem kamienne filary dające jakże kojący cień w gorące słoneczne dni. W tym drugim przypadku podobnie jak pod Igreja de São Domingos można spotkać wielu imigrantów z Afryki. Trudno się dziwić, spoglądając na karty historii Portugalii. To zazwyczaj Senegalczycy, Angolczycy, przybysze z Gwinea Bissau, ale też innych krajów, gdzie w przeszłości Portugalia miała swoje koloni. Często przychodzą porozmawiać, ale przebieg takiej rozmowy jest zawsze taki sam i zawsze zmierza do tego samego celu, a mianowicie sprzedania turyście jakiegoś bibelotu. Mimo, że mężczyźni nie są zbyt nachalni – raz zdarzyło mi się, że zawieszony na ręku bibelot stał się prezentem – w takich sytuacjach zawsze należy uważać.

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 3

Zostawmy na chwilę fado, gdyż w stosownym momencie ono z całą siłą powróci. Wsiądźmy w tramwaj i pojedźmy dziewięć kilometrów na zachód od Alfamy, do Belém. Jakoś dopiero ostatnio uświadomiłem sobie, że nazwa dzielnicy w tłumaczeniu na polski to po prostu Betlejem.

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 2

Bairro Alto – górna dzielnica, centralna część miasta powstała w odpowiedzi na społeczne i ekonomiczne zmiany zachodzące w Lizbonie w drugiej połowie piętnastego wieku. Rozkwit handlu spowodował znaczący wzrost napływu ludności, co w konsekwencji przyczyniło się do zwiększenia ilości wznoszonych budynków w obrębie murów miasta. Proces urbanizacyjny moglibyśmy podzielić w zasadzie na dwie fazy, jednakże nie będziemy tu wchodzić w tak dokładne szczegóły społeczne i administracyjne ówczesnej stolicy Portugalii.

Fado – dźwięki mojego miasta, cz. 1

Silêncio! Silêncio! Rozbrzmiewa jedno dobitne słowo na sali, na której słychać jeszcze ostatnie szepty i szmery wśród publiczności. Jest chwila po godzinie dwudziestej drugiej. Późny, ciepły listopadowy wieczór. W malutkiej sali z kilkoma, może kilkunastoma prostymi drewnianymi stolikami ciemnego koloru, przy których stoją również proste, niespecjalnie wygodne taboreciki, trudno złapać oddech. Jest duszno, a stłoczeni na swoich miejscach ludzie muszą się jeszcze kawałeczek przesunąć, gdyż w lewym narożniku sali za kilka chwil wybrzmią dźwięki niezwykłe. Na ścianach obłożonych fragmentami jasnobrązową boazerią, a częściowo marmurem z drobnym kreskowanym wzorkiem, wiszą w drewnianych ramach obrazy fadistas, którzy swoim przeszywającym do szpiku kości głosem, wprawiali na przestrzeni lat w zdumienie przybywających tutaj gości. Do góry nad zdjęciami stoją butelki wina, a pomiędzy lampki łagodnie żarząc się, wprowadzają nastrój tajemniczości, swoistego półmroku. Na stolikach natomiast lampki pełne wina, choć zdarzy się, iż ktoś popełni faux-pas i zamówi piwo. Wszak świat ciągle ewoluuje i skoro nawet Francuzi spożywają więcej piwa niż wina, coś co wcześniej byłoby absolutnie nie do przyjęcia, dziś staje się normalnością. Przystawki, dania, deser, kawa pojawią się na stołach w stosownym momencie. W trakcie wybrzmiewania muzyki jeść przecież nie wypada. Wręcz nie wolno. Krążące na samym początku silêncio wdzierające się w każdy zakamarek sali, docierające do każdego ucha nie było dziełem przypadku. Znaczenia słowa na tyle oczywiste, iż tłumaczenie możemy z całą dozą pewności pominąć.

Mały suplement przez duże S

San Marino – Polska. Tydzień temu mecz zakończył się wynikiem jeden do siedmiu dla reprezentacji naszego kraju. W zasadzie jeśli zapytać kogokolwiek z czym kojarzy ów maleńki kraj ukryty gdzieś w górach niedaleko znanego włoskiego kurortu Rimini, pewnie każdemu przez myśl przeszłyby eliminacje do mistrzostw Europy bądź świata i reprezentację ów republiki w roli dostarczyciela punktów. No może jeśli ktoś zajmuje się filatelistyką wspomniałby jeszcze o znaczkach pocztowych.

Umbria

Uboga krewna, biedniejsza, skromniejsza, mniejsza siostra wielkiej, wspaniałej, idyllicznej, znanej w całym świecie włoskiej perły – Toskanii. W pewien sposób gdyby rzucić hasło w Internecie i sprawdzić opinie wielu stanie w obronie Umbrii nie mogącej się nawet zbliżyć w atrakcyjności do wspomnianej Toskanii. Internet nie jest jednak w najmniejszym stopniu obiektywnym źródłem informacji. Zresztą trudno mówić o obiektywizmie w kontekście odczuć związanych z odwiedzaniem jakichś miejsc. Bądź co bądź nie stanę w jednym szeregu z obrońcami Umbrii, która ma momenty, ale koniec końców daleko jej do jej bogatszej, ciekawszej, bardziej atrakcyjnej i interesującej sąsiadki. Wszak to Toskania jest znana przez każdego. Umbria niekoniecznie i to nie przypadkiem.

Winogrona, granaty i oliwki

Sobota nie oznacza, że na gospodarstwie nikt nie pracuje. Jeśli coś jest do zrobienia, trzeba to zrobić i nie ma czasu na przerwy. Gdzieś w tle widać zatem traktor powolnie przemierzający pole kukurydzy. Rano ktoś chwyta za wąż i podlewa rosnące w donicach kwiaty, owocowe drzewa, warzywa porastające małe poletko tuż na zboczu frontowej części domostwa.

Filmowe obrazki vol. II

Rok około sto osiemdziesiąty naszej ery. Czasy Marka Auerliusza. Maximus dowodzi wyprawą przeciw Germanom. Sukces prowadzi do chęci zaprowadzenia w imperium ustroju republikańskiego, jednakże zazdrość Kommodusa, syna Marka, sprawia, że zabija ojca, ogłaszając się nowym władcą, którego pierwszym rozkazem dla pretorian jest zabicie Maximusa i jego rodziny. Dalszą część historii Gladiatora zna chyba każdy. Wielkie widowisko hollywoodzkie w wykonaniu Ridleya Scotta zarobiło nie tylko kilkaset milionów dolarów na całym świecie, ale przyciąga rzeszę turystów do toskańskiej Val d’Orcia. To właśnie tutaj kręcono końcowe sceny amerykańskiej produkcji.

Na skałach

Co ciekawe w żadnej z dotychczas odwiedzonych kawiarni – a było ich bodajże kilkanaście – nie dostrzegłem w karcie caffè macchiato, mimo że co rano przed pójściem do pracy, zagryzając rogalika najczęściej wypełnionego gęstą czekoladą, co któryś z klientów popija espresso w wersji z kleksem mlecznym. To właśnie ta odrobinka mleka ma na celu złagodzenie mocy kawowego smaku klasycznego espresso.