Bairro Alto – górna dzielnica, centralna część miasta powstała w odpowiedzi na społeczne i ekonomiczne zmiany zachodzące w Lizbonie w drugiej połowie piętnastego wieku. Rozkwit handlu spowodował znaczący wzrost napływu ludności, co w konsekwencji przyczyniło się do zwiększenia ilości wznoszonych budynków w obrębie murów miasta. Proces urbanizacyjny moglibyśmy podzielić w zasadzie na dwie fazy, jednakże nie będziemy tu wchodzić w tak dokładne szczegóły społeczne i administracyjne ówczesnej stolicy Portugalii.

Specjalistyczne opisy architektury również odłożymy na bok, gdyż dla oka nie będącego okiem fachowca w jakiejkolwiek ze starych dzielnic lizbońskich nie znaleźlibyśmy się, wszystko będzie wyglądać dość podobnie. Wąskie uliczki z lampionami przymocowanymi na stalowych prętach do fasad sypiących się budynków, zardzewiałe balkoniki ze zwisającym, świeżo zrobionym praniem, rośliny skryte w cieniu dodające uroku kamiennym chodniczkom, na których w deszczowe dni niejedna osoba skręciła sobie kostkę, knajpki i kawiarenki, z których dobywa się zapach świeżo przyrządzonych owoców morza, króla portugalskiej kuchni bacalhau, wypiekanych ciast, ciepłego pieczywa, przed chwilą co zaparzonej kawy, dźwięk kieliszków i karafek po brzegi napełnionych schłodzonym vinho verde, bądź też czerwonym trunkiem pomagającym w trawieniu dopiero co spożytych potraw przebogatej lokalnej kuchni. I to ciągłe chodzenie góra dół, góra dół, w którym niejednemu turyście, gdyż tubylcy doskonale radzą sobie z pokonywaniem codziennych przewyższeń, pomagają słynne windy upiększające pocztówki i tysiące fotografii robionych tu każdego dnia przez przybyszy z całego świata. Elevador de Santa Justa z tysiąc dziewięćset drugiego roku, da Baixa, Elevador Castelo, czy też ten najsłynniejszy, tudzież najbardziej wizualnie rozpoznawalny Elevador da Bica – żółty wagonik leniwie posuwający się to w dół to w górę pomiędzy znajdującymi się po jednej i drugiej stronie kamienicami, z pewnością dodają uroku dzielnicy.

Elevador da Bica

To właśnie na Bairro Alto wczorajszego wieczoru słuchaliśmy przeszywających do głębi historii dramatycznych rozstań, trudów życia, kryzysów społecznych zaklętych w dźwiękach rozrywających duszę fado. Jednakże wbrew pozorom fado i jego historia to nie Bairro Alto, a inna położona tuż obok dzielnica.

Boska Alfama, serce, dusza, cała kwintesencja, a jednocześnie najstarsza część portugalskiej stolicy położona na skalistym stoku lewego brzegu leniwie płynącego w dole, wpadającego kawałek dalej do oceanu Tagu.

Uliczki starej Alfamy

Już w okresie panowania Maurów Alfama uchodząca za centrum tętniła życiem, jednakże w późniejszym okresie w obawie przed nawiedzającymi te tereny trzęsieniami ziemi zaczęto przeprowadzać się do dzielnic położonych niżej, a opuszczony teren zasiedlano najniższą warstwą społeczną. Dość przekornie, gdyż trzęsienie ziemi z połowy osiemnastego wieku w żaden sposób nie naruszyło tamtejszych budowli.

Tak jak i w Bairro Alto dzień wcześniej, po Alfamie również chodzimy krętymi, wąskimi, stromymi uliczkami, brukowanymi jak przed wiekami drobną, nierówną kostką. Niestety dla Portugalczyków znikoma szerokość uliczek nie stanowi żadnej przeszkody w pokonywaniu ich samochodami. Jest to zmora nie tylko stolicy, ale w zasadzie każdego miasta, miasteczka, czy portugalskiej wsi położonej daleko na prowincji. Może ruch nie jest tu aż tak wzmożony jak chociażby w Italii, co wydaje się czymś oczywistym, biorąc pod uwagę blisko sześciokrotnie mniejsze zaludnienie kraju położonego na krańcu Starego Kontynentu, jednakże czasami, po kilkugodzinnych spacerach, zaczyna on być męczący i musimy uciec w uliczki na tyle wąskie i wyłożone fragmentami schodami, że żadne auto już tam nie wjedzie.

Wróćmy jednak do myśli przewodniej, a mianowicie muzyki. Otóż właśnie w Alfamie w dziewiętnastym wieku narodziło się fado, a za pierwszą śpiewaczkę ów gatunku uchodzi Maria Severa Onofriana, kochanka trzynastego hrabiego Vimioso – Francisco de Pauli, bohaterka pieśni, dzieł literackich, a nawet filmów, prekursorka noszenia czarnego szala podczas występów. Jedna z legend mówi o prostytuowaniu się przez Severę w wieku zaledwie dwunastu lat. Abstrahując jednak od anegdot, których było wiele, ale tak naprawdę nie wiemy ile z nich zgodnych jest ze stanem faktycznym, z pewnością faktem jest, że Maria śpiewała w tawernie Rosária dos Óculos na ulicy Rua do Capelão w dzielnicy Mouraria. To właśnie tam miał ją uwieść hrabia Vimioso, który z zalewającej go zazdrości zniewolił śpiewaczkę w swoim domu. Udało jej się jednak uciec, a cała historia przyczyniła się w dużej mierze to spopularyzowania gatunku fado.

Alfama

W pierwszej połowie dziewiętnastego wieku fado uległo przekształceniu z ludowej muzyki ulic w gatunek profesjonalny. Fado czasami ze względu na swoją emocjonalność gatunkową nazywane jest bluesem. Istnieją dwa rodzaje klasycznego wykonania fado – lizbońskie śpiewane przez kobiety i mężczyzn oraz coimbryjskie wykonywane wyłącznie przez mężczyzn. To drugie często nazywane fado de estudante, gdyż śpiewali je po prostu studenci z uniwersytetu w Coimbrze. Dziś w zasadzie nieistniejące. Fado lizbońskie po latach przestoju pod koniec lat dziewięćdziesiątych zaczęło ponownie się odradzać za sprawą współczesnych artystów. Dziś w Lizbonie znajdziemy wiele miejsc, gdzie możemy posłuchać naprawdę dobrych wykonań muzycznych, ale też w całej gamie innych miejsc, szczególnie w Alfamie, możemy natknąć się na tak zwane pułapki turystyczne z fado nie mające nic wspólnego.

Oczywiście idea współczesnego fado jest mocno skomercjalizowana, jednakże trudno oczekiwać, by miała cokolwiek wspólnego z początkami ów gatunku, gdyż była wylewaniem żali i smutków swej duszy na tle biedy i ubóstwa dawnej Lizbony. Czy współczesne wykonania nawet i tradycyjnego bluesa mają cokolwiek wspólnego z jego korzeniami? Czy dziś jeździmy samochodami z poprzedniej epoki? Siedzimy przy jednej żarówce, wracając do korzeni wynalezienia elektryki? Nie. Dziś możemy posłuchać wysokogatunkowego fado w pięknych zabytkowych miejscach przy lampce wina, kolacji, rozmowie. Z tą rozmową należy pamiętać, że jest dopuszczalna tylko w przerwach pomiędzy utworami. Zostawmy jednak na moment profesjonalną muzykę na boku, gdyż do niej jeszcze niebawem wrócimy i pochylmy się nad jeszcze jednym zjawiskiem, a mianowicie fado vadio.

Jest krótko przed godziną dwudziestą. Ukryty gdzieś w najciemniejszych zakamarkach Alfamy maluteńki lokal pozostaje jeszcze zamknięty. Wraz z wybiciem godziny dwudziestej właścicielka otwiera żelazne drzwi. Wchodzimy do środka, gdzie panuje atmosfera półmroku i zasiadamy przy jednym z dosłownie kilku małych metalowych stolików, przy których postawiono krzesła z drewnianymi obiciami. Tu nie przychodzi się na kolację, co najwyżej na petiscos i karafkę czerwonego wina. Chyba, że ktoś preferuje lekko frizzante to i również zaspokoi kubki smakowe butelką schłodzonego vinho verde. Jak wiadomo wieczory potrafią tu być naprawdę ciepłe, a w takich lokalach jak ten również i duszne, gdyż na czas wykonywania utworów drzwi są zamykane, by nikt niepowołany nie mógł wejść do środka w czasie występu. Białe ściany ozdobione są plakatami. Gdzieniegdzie przywieszono jakąś drewnianą półkę, na stoliku postawiono gramofon i kilka czarnych krążków oraz rzeźbę małego chłopca. Zamawiam butelkę wina, oliwki, sery. Z krzesła wstaje jedna z kobiet, powolnym krokiem przechodzi do przodu. Na drewnianych stołkach zasiadają gitarzyści, a starsza, tęga kobieta swoim doniosłym głosem porywa serca słuchaczy po brzegi wypełniających salę. Jeden, dwa, trzy utwory. Po drodze trochę śmiechu, żarty. W kolejnej serii jeden z właścicieli obsługujących gości użycza swojego głosu, a śpiewanymi tekstami wywołuje na sali salwy śmiechu. W trzeciej rundzie kobieta z mężczyzną śpiewają w swoją stronę naprzemiennie.

Tym właśnie różni się fado vadio od tego profesjonalnego, wykonywanego w luksusowych klubach, domach, restauracjach czy też zabytkowych budynkach rozsianych po całej Lizbonie. To po prostu spontaniczne śpiewanie amatorskie pozbawione ściśle ustalonego repertuaru. Wieczór, a w zasadzie noc leniwie zmierza ku końcowi. Na szczęście w Portugalii nikt się nigdzie nie spieszy. Wszak trudno się dziwić skoro chwile umila muzyka, której w autentycznym otoczeniu można posłuchać tylko w wąskich uliczkach boskiej Alfamy.