Obdarzony bujną wyobraźnią i nieskazitelnym poczuciem humoru Guido Orefice zakochuje się w obłędnej Dorze. Realizując szalone uwodzicielskie pomysły, zdobywa jej serce, a krótko po ślubie na świat przychodzi ich syn Giosue. Chwilę później wybucha wojna, a Guido z uwagi na swoje żydowskie pochodzenie wraz z synem trafia do obozu koncentracyjnego. Chcąc oszczędzić dziecku dramatycznych przeżyć, ukrywa syna w baraku, wmawiając mu, że otaczająca rzeczywistość jest fikcyjna, a cała zabawa polega na tym, by zdobyć punkty i wygrać czołg, uważając na niezwykle brutalnych konkurentów w postaci nazistów.

Trzydziestopięcioletnia amerykańska pisarka Frances rozwodzi się, tracąc nie tylko męża, ale i swój ukochany dom. Przeżywając kryzys, otrzymuje od swojej koleżanki bilet na wycieczkę do słonecznej Italii. Tuż po przyjeździe kupuje starą willę, a do jej remontu wynajmuje kilku robotników z Polski. Kobieta zaczyna przygodę z włoską kuchnią, nawiązuje przyjaźnie z nowo poznanymi sąsiadami oraz z przystojnym Marcellem.

„Życie jest piękne”, arcydzieło kinematografii Benigniego oraz amerykańska komedia romantyczna Audreya Wellsa „Pod słońcem Toskanii”. Można by się zastanawiać co łączy dwa wspomniane obrazy. Otóż położone niedaleko siebie miejscowości, a mianowicie Arezzo i Cortona. To właśnie tu reżyserzy tych dwóch produkcji nakręcili swoje filmy.

Arezzo

Toskania dość często pada łupem filmowych twórców i tworzy doskonałą scenerię dla różnorakich pomysłów reżyserskich. Trudno się dziwić spoglądając na jej różnorodność. Górzyste, soczyście zielone Chianti z nieskończoną ilością zabytkowych willi i światowej klasy winnic. Złocisto-brązowa Val d’Orcia, gdzie piekący żar z nieba nie pozwala pozostawać na pełnym słońcu dłużej niż kilkanaście minut. Trzydzieści kilometrów na południe znowu soczysta zieleń porastająca wzgórza otaczające Cetonę czy Sarteano. Gdybyśmy natomiast udali się jeszcze bardziej na zachód, dotarlibyśmy do śródziemnomorskich kurortów i miast portowych. Nie zapominając o bujnych w zieleń górzystych terenach na północ od Lukki. Nie wspominając już o całym szeregu światowej klasy zabytków, bo gdzie się nie ruszyć tam kościół na kościele, pałac na pałacu, zamek na zamku. A to wszystko na terenie zaledwie jednego regionu. Czy jest zatem sens jeździć po różnych krajach w poszukiwaniu odpowiednich kadrów? Nie sądzę.

Cortona

Wczesne godziny popołudniowe. Jedna z niezwykle urokliwych uliczek odchodzących od głównego placu w Cortonie. Jeśli ktoś oglądał drugi wspomniany film to wyprowadzam z błędu, fontanna została zdemontowana tuż po zakończeniu zdjęć. Siadamy w jednej z tutejszych restauracji. Do teraz nie pojąłem włoskiego systemu rezerwacji stolików. Otóż na żadnym nie ma karteczki ze stosownym podpisem, a rzekomo wszystkie są zajęte. Dość częsta sytuacja, z którą przyszło mierzyć mi się już niejednokrotnie. Koniec końców charyzmatyczny właściciel pozwala nam usiąść. Trudno swoją droga byłoby przechadzać się naprzemiennie to w górę to w dół, biorąc pod uwagę panujący dziś upał. Tak właśnie wygląda struktura miasteczka, strome podejścia i strome zejścia. Ale skoro już siedzimy, zjedzmy pizzę. Choć to też nie wydaje się zbyt łatwym zadaniem ze względu na jej wielkość. Gruba warstwa sera jest na tyle syta, że nie sposób poradzić sobie z daniem w całości. Największą furorę robi jednak żywiołowy właściciel restauracji. Co chwila wita się z kimś przechodzącym uliczką, biega przy stolikach, pokrzykując gromko bene!, benissimo! Sielski obrazek przypominający trochę scenę z doskonałej komedii Richarda Curtisa „Love Actually”, kiedy to grany przez Colina Firtha bohater udaje się do Portugalii – choć w rzeczywistości jest to Francja – by oświadczyć się swojej ukochanej. Cała jej rodzina wybiega na ulicę, a dołączający mieszkańcy uliczki żwawo podążają w zwartej żywiołowej grupie do restauracji, w której wybranka pracuje. I znowu wyszło dość filmowo. Wszak Toskanii filmowości nie brakuje.

Przerwa na kawę

Tak jak i w kilku innych wcześniejszych lokalach również i tu zarówno na start jak i na zakończenie dostajemy od właściciela coś małego do przekąszenia. Taki zwyczaj, jakby nie patrzeć dość sympatyczny. Włosi po raz kolejny nie okazali się stereotypowymi naciągaczami. A szeroko pojęta hałaśliwość właściciela? To właśnie jego charakter i zachowanie oddały w pełni obraz toskańskiej duszy przyprawionej charakterystycznym włoskim temperamentem.