Bragę opuszczamy chwilę przed 9:00 rano. Na drogach jest jeszcze spokojnie. Kierujemy się w stronę jedynego w Portugalii Parku Narodowego Peneda-Gerês, oddalonego o około 60 kilometrów od Bragi. Tak, choć może się to wydawać dziwne, to na terenie całego kraju jest tylko jeden Park Narodowy założony 8 maja 1971 roku. Zajmuje on powierzchnię nieco ponad 700 kilometrów kwadratowych i jest bardzo słabo zaludniony. Z ostatnio przeprowadzonych spisów ludności wynika, iż tereny parku zamieszkiwane są przez około 10 tysięcy tubylców. Wjeżdżamy powoli na teren parku, jadąc wzdłuż linii brzegowej wijącej się gdzieś tam na dole rzeki Lima. Zatrzymujemy się na moment, by zachwycić się pięknem natury. Spoglądamy na otaczające dolinę rzeczną góry, robimy kilka zdjęć i kontynuujemy naszą podróż. W pewnym momencie docieramy do mostu, gdzie stoi elektrownia i kontynuujemy coraz bardziej krętą górską drogą w stronę celu. Koniec końców droga asfaltowa zamienia się w szutrową. Cóż, nie mamy innego wyjścia, gdyż to jedyna możliwa opcja dostania się do Soajo, jednego z dwóch obranych przez nas do zwiedzania miasteczek.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – Zjawiskowa Dolina rzeki Lima

Espigueiros, czyli największe atrakcje Soajo

Zostawiamy auto na pobliskim parkingu i kierujemy się w stronę słynnych espigueiros, które można dostrzec kilkaset metrów dalej. W zasadzie to właśnie dla słynnych spichlerzy przyjeżdża się do Soajo, małej wioski ulokowanej w zniewalającej zmysły górskiej scenerii Peneda-Gêres. Ów spichlerze zbudowane na przełomie XVIII i XIX wieku (najstarszy z nich datuje się na 1782 roku) służyły do przechowywania zbóż i kukurydzy. Elementem charakterystycznym są kamienne nogi, na których je wznoszono. Wspomniana technika miała uchronić zbiory przed różnymi szkodnikami, w szczególności przed szczurami. Na każdym z 24 znajdujących się w wiosce espigueiros można dostrzec krzyże. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, co miało na celu umieszczanie krzyży. Co ciekawe część ze spichlerzy po dziś dzień używana jest przez lokalną społeczność. Chodzimy pośród znajdujących się na kamiennym wzniesieniu spichlerzy, przyglądamy się im z uwagą i podziwiamy otaczające nas widoki. Gdyby niebo nie byłoby zasłonięte warstwą chmur, mogłoby tu być jeszcze piękniej.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – Spichlerze w Soajo

W wiosce panuje absolutna cisza. Na ulicach nie widać żywej duszy. Przechodzimy na drugą stronę i ruszamy w stronę głównej części miasteczka. Na ogrodzie każdego z tutejszych domów dostrzegamy winorośle. Rosnąc wzdłuż linii płotów tworzą jakby dodatkowe naturalne ogrodzenie. Początkowo zakładamy, że każdy z mieszkających tu Portugalczyków zrywa winogrona i produkuje wino na własne potrzeby. Jednakże przyglądając się krzewom z bliska, można zauważyć zwiędnięte grona owocu. Może Ci starsi mieszkańcy nie trudzą się już wyrobem alkoholowych trunków, a krzewy pozwalają im odpocząć w upalne lato w cieniu zacisznego ogrodu? A może prawda jest zupełnie inna. Trudno dywagować.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – przyroda

Błądząc wąskimi, a zarazem bardzo uroczymi uliczkami mijamy małą kawiarenkę, gdzie kilku starszych mężczyzn żywiołowo debatuje na jakiś temat. W końcu docieramy do głównego punktu miasteczka, placu, na którym na kilkustopniowym podniesieniu stoi pręgierz będący zabytkiem od 1910 roku.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – Centrum Soajo

Udaję się na dalszy spacer po kamiennych, wąskich uliczkach. Gdzieniegdzie ktoś siedzący u progu drzwi, czy tez idący do pobliskiego sklepu ukłoni się i powie bom dia. Pośród mieszkań pokrytych czerwoną dachówką wypatruję kolejny, mocno podniszczony spichlerz, porośnięty mchem. Cóż, nie wszystkie espigueiros zachowały się po dziś dzień w doskonałym stanie.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – Spichlerze w Soajo

Wracam na główny plac, gdzie dostrzegam kilka samochodów. Próżno można tu jednak szukać turystów. Są to zapewne pojazdy lokalnej społeczności. Na prawo od pręgierza znajduje się sklep z różnymi artykułami ogrodniczymi, jak taczki, doniczki, drabiny, ale znajdziemy tu również pamiątki z Soajo. Tuż obok zniszczony budynek, na którym brakuje dachu. Część murów nosi ślady pożaru.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – Urokliwe uliczki Soajo

W wioseczce możemy jeszcze podziwiać kościół Igreja de Soajo, a jeśli chcielibyśmy zasięgnąć jakichś dodatkowych informacji, możemy tego dokonać w centrum informacji turystycznej, jak i na znajdujących się tuż przed budynkiem informacji dotykowych panelach multimedialnych.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – Igreja de Soajo

Soajo jest na tyle urokliwe, że można by tu z pewnością spędzić cały dzień nic nie robiąc. Mamy jednakże jeszcze do zobaczenia dziś kolejne miejsca, tym samym powolnym krokiem wracamy do auta. Na parkingu pojawiają się pierwsi turyści. Cóż, przyjechaliśmy w porę, a wioskę mieliśmy jakby na wyłączność.

Lindoso

Kolejnym przystankiem naszego dzisiejszego dnia jest oddalone o 15 kilometrów Lindoso. Mijamy Paradamonte, Cidadelhe i Paradę, czyli kolejne wioski, by koniec końców dojechać do Lindoso, które wydaje się być bardziej znanym i bardziej dostępnym miejscem niż Soajo. Dzieje się tak dlatego, gdyż spichlerzy w Lindoso jest po prostu więcej. Początkowo wjeżdżamy nie w tą uliczkę. Wycofujemy się i jedziemy dalej ponownie skręcając w prawo i parkując auto tuż przy ruinach zamku.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – Zamek w Lindoso

Średniowieczny zamek w Lindoso powstał najprawdopodobniej w XIII wieku na polecenie króla Alfonso III. Główną funkcją budowli miała być obrona terenów przed najeźdźcami. W 1666 roku, tuż po dostaniu się w ręce Hiszpanów, zamek przeszedł kompletną renowację. Dziś na jego terenie znajduje się muzeum. Niestety w trakcie naszej wizyty muzeum pozostaje zamknięte. Ruszamy zatem własną ścieżką, wchodzimy w każdy zakamarek, podziwiamy pozostałości dział ulokowanych w rogach budowli, a co najważniejsze oglądamy z wież obserwacyjnych stojące na polanie poniżej spichlerze. Jest ich tu aż 50. Chwilę później spacerujemy już pomiędzy ustawionymi jednymi pojedynczo, innymi w grupach espigueiros. Tym razem spotykamy dwójkę turystów, którzy przybyli tu, by również przyjrzeć się ów niezwykłym budowlom.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – Spichlerze w Lindoso

Lindoso jest wioską powierzchniowo zdecydowanie większą. W jej centralnym punkcie stoi duże, nowoczesne, przeszklone centrum informacyjne, a tuż obok kościół Igreja Matriz de Lindoso, którego tylna część pokryta została białym tynkiem. Cała budowla otoczona jest niskim kamiennym murem z wmurowanym stalowym płotkiem.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – Kościół w Lindoso

Również i w Lindoso udaję się na krótki spacer po wiejskich kamiennych uliczkach. Architektura nie różni się niczym od tej w Soajo. Jednakże Soajo sprawiło wrażenie miejsca dużo bardziej urokliwego niż Lindoso. Cóż, o gustach się nie dyskutuje. Jednym podoba się bardziej to, innym tamto.

Podróż w czasie

Opuszczamy Lindoso i kontynuujemy naszą podróż w stronę miejscowości Gerês trochę jakby naokoło, wzdłuż rzeki Lima, podziwiając kolejne fragmenty Parku Narodowego Peneda-Gerês. Kilkanaście minut później jesteśmy już na terenie Hiszpanii. Kilkakrotnie zatrzymujemy się, by uwiecznić na fotografiach zniewalającą dolinę rzeki Lima. Co ciekawe tutejsze wzgórza otaczające dolinę są w dużej mierze ogołocone z drzew. Trudno stwierdzić dlaczego.

Spoglądam na zegarek. Co prawda nigdzie się nie spieszymy, ale godzina wydaje się dość późna. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że przejechaliśmy przez granicę, a Hiszpania znajduje się przecież w innej strefie czasowej. Sytuacja dość paradoksalna, ale prawdziwa. Przygraniczni mieszkańcy muszą zatem pamiętać o regularnym przestawianiu zegarków przy przekraczaniu granicy.

Jadąc dalej nawigacja nakazuje nam zjechać z głównej drogi. Dość dziwna sytuacja, ale dalsza droga jednoznacznie daje nam do zrozumienia, by nigdy w stu procentach nie ufać technologicznym nowinkom. Droga, którą się poruszamy jest wątpliwej jakości. Jej szerokość pozwala na przejechanie jednocześnie tylko jednego auta. Co więcej w wielu miejscach, szczególnie dojazdowych do ukrytych gdzieś w lasach wiosek, przejazd obudowany został z każdej ze stron kamiennym murem, co całkowicie uniemożliwia ewentualne mijanie się aut. Jeśli już dojdzie do takowej sytuacji, jedyne co pozostaje nam zrobić to wycofać się do najbliższej zatoki, przepuścić nadjeżdżające z naprzeciwka auto i kontynuować przejazd.

Koniec końców dojeżdżamy do drogi nadrzędnej i kierujemy się z powrotem na południe, w stronę Portugalii. Dojeżdżamy do granicy, choć granica jest oczywiście tylko czymś umownym, pozostałością, reliktem przeszłości. Pogoda nie napawa optymizmem. Jest zimno, ponuro, siąpi deszcz. Otaczający nas teren staje się coraz ciemniejszy, coraz bardziej posępny i tajemniczy. Zatrzymujemy się na poboczu, miejscu w którym kiedyś zapewne przeprowadzano kontrole graniczne. Opuszczam na moment pojazd, by rozejrzeć się po okolicy. Nie pozostało tu zbyt wiele. Jedna opuszczona, popisana sprayami budka wartownicza z odpadającymi dachówkami, a za nią stary, również opuszczony kamienny budynek.

Wjeżdżamy zatem ponownie na teren Portugalii i cofamy się w czasie o godzinę. Wszystko zatem wraca do normy. Kawałek dalej zatrzymujemy się przy wodospadzie Portela do Homem. Nasz postój jest w pewien sposób nie do końca legalny, gdyż na drodze obowiązuje zakaz zatrzymywania się, a pobocza nie ma. Sam wodospad nie robi na nas jednak szczególnego wrażenia. Widziałem już w swoim życiu inne, wyższe, dużo bardziej urokliwe. Tuż za nami zatrzymuje się tu na moment jeszcze jeden samochód z francuskimi turystami. Fotografują ów zjawisko przyrody i również udają się w dalszą drogę.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – Wodospad Portela do Homem

Co prawda sam wodospad nas nie zachwycił, ale otaczająca go sceneria jest z pewnością warta zobaczenia. Las przez który wije się droga numer N308 jest zniewalający. Gęsto rosnące jedno przy drugim drzewa, których korony tworzą swego rodzaju naturalny tunel, wzbudzają uczucie pewnej baśniowości, tajemniczości. Pokonujemy całą serię serpentyn wjeżdżając coraz wyżej i wyżej, by chwilę później zjeżdżać ostro w dół.

W Gerês, nieoficjalnej stolicy Parku Narodowego Peneda-Gerês

Ostatecznie dojeżdżamy do naszego punktu docelowego, głównej miejscowości, jakoby nieoficjalnej stolicy Parku Narodowego Peneda-Gerês, Gerês. Z głównej drogi odbijamy w prawo i wjeżdżamy w błyskawicznym tempie podjazdem o ekstremalnym nachyleniu do góry, parkując nasze auto na placu tuż przy wejściu do hotelu. Gerês pełni funkcję głównego punktu wypadowego dla przybyszy lubujących się w turystyce górskiej. To stąd każdego ranka grupy turystów wybierają się na okoliczne szlaki górskie, a rządni innych wrażeń mogą spędzić swój wolny czas pływając chociażby kajakami.

Meldujemy się w recepcji, otrzymujemy wszelkie informacje na temat hotelu jak i okolicznych atrakcji, oczywiście tylko w języku portugalskim, gdyż recepcjonistka mimo młodego wieku nie mówi w żadnym innym języku, wnosimy swoje rzeczy do skromnego, czystego pokoju, urządzonego w stylu typowych pokojów w schroniskach górskich, schodzimy do sali połączonej z kuchnią, w której serwowane są śniadania i myślimy nad dalszym planem. Z przeszklonego z trzech stron pomieszczenia roztacza się zjawiskowy widok na otaczające nas z każdej strony góry. Poniżej olbrzymi taras, jednakże korzystanie z niego jest mocno ograniczone przez panujące dziś tu warunki pogodowe.

Największe atrakcje Parku Narodowego Peneda-Gerês – Widok z tarasu na Peneda-Gerês

Co prawda początkowo mieliśmy zupełnie inne plany, chcieliśmy jeszcze pojeździć trochę po wschodniej części parku narodowego, dotrzeć na punkt widokowy Pedra Bela, zobaczyć wodospad Arado i pokonać trasę w kierunku miejscowości Fafião. Pogoda skutecznie to uniemożliwia, tudzież co najmniej czyni mało sensownym, gdyż unosząca się mgła całkowicie zniweczyłaby wszelki trud włożony w zdobywanie punktu widokowego.

Zmieniamy zatem nasze plany i w pełnym deszczu, chowając się pod parasol pożyczony przed momentem w recepcji, ruszamy do miasteczka, zatrzymując się w najbliższym lokalu na kawę. Nie jesteśmy jedynymi turystami szukającymi schronienia. Jest ich tutaj zdecydowanie więcej i prawie wszystkie stoliki są zajęte. Kończąc naszą kawę udajemy się jeszcze na spacer po miasteczku. Co ciekawe budynki mieszkalne służące w przeważającej mierze zakwaterowaniu turystów ułożone są jakby piętrowo. Położone w dolinie Gerês z każdej strony otoczone jest górami, a tutejsi mieszkańcy wykorzystali każdy możliwy skrawek ziemi, aby postawić swoje dobytki. Niektórym usytuowaniom domów nie możemy się nadziwić. Ukryte gdzieś daleko pośród gęstego lasu, odsłaniają przed światem tylko malutkie fragmenty dachów. Trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek drogę dojazdową do ów domostw.

Zbliża się godzina 19:00, robi się coraz ciemniej. Wchodzimy do jednej z lokalnych restauracji. W zasadzie to coś na wzór przybudówki do domu, w którym rodzina prowadzi swój kulinarny biznes. Zielone krzesła i ławy, jak i stoły w serwety w czerwoną kratę. Na ścianie wisi telewizor, na którym przybywający goście oglądają wiadomości. Właśnie zdaję sobie sprawę, że ten portugalski telewizor prześladuje nas od początku wyjazdu do Portugalii. Chyba w każdym z dotychczasowych lokali na ścianie wisiał telewizor, na którym leciały wiadomości. W pomieszczeniu nie zdążyło się nawet zrobić zimno, gdyż życzliwa, starsza pani, najprawdopodobniej właścicielka lokalu, rozpala w kominku ogień. Sielskość, gościnność, poczucie przebywania w ognisku domowym, to właśnie te momenty na portugalskiej ziemi pokochałem najbardziej. Tu klientela jest jak jedna wielka rodzina, tu można się poczuć jak we własnym domu. Zamawiamy zupy, dorsza, ośmiornicę i oczywiście butelkę wina. Trudno wyobrazić sobie kolację w Portugalii bez butelki wina. Za nami dostrzegam siedzącą rodzinę, a obok samotnie przy stolniku mężczyznę sączącego wino z kieliszka. Nikt nie krzyczy, nie przeszkadza innym. Wszystko wydaje się spójne, harmonijne, niezaburzone. Spędzamy tu kolejne godziny, rozkoszując się portugalskością, wyczuwając w powietrzu specyficzne, niedające się wytłumaczyć portugalskie saudade. Mężczyzna siedzący sam przy stoliku kończy swoją dzisiejszą ucztę, ale zapewne wróci tu już jutro, gdyż z butelki zamówionego wina wypił tylko jeden kieliszek, a właścicielka, przychodząc do stolika korkuje butelkę i zanosi do drugiego pomieszczenia, w którym znajduje się kuchnia. My również, choć moglibyśmy tu siedzieć w nieskończoność, powoli i niechętnie opuszczamy lokal i udajemy się w stronę naszego lokum.

Specjały portugalskiej kuchni

Przestało padać, ale nadal jest przenikliwe zimno. Zasiadamy jeszcze w salce hotelu, przysłuchujemy się rozmowom siedzących tuż obok Francuzów. I tak mija nam kolejny dzień, dzień obcowania z naturą i portugalską prowincją, czyli tym co czyni ten najbardziej na zachód kontynentu wysunięty kraj najpiękniejszym.