Ribeira

Ribeira, serce Porto, historyczna, centralna część miasta, dzielnica o której słyszał i czytał każdy choć troszkę zainteresowany Portugalią. Od 1996 roku obiekt dziedzictwa kulturowego na światowej liście UNESCO. Głównym punktem Ribeiry jest wspomniana już promenada Cais de Ribeira, jak i znajdujący się nieopodal plac Praça de Ribeira.

Ribeira

Jeśli ktokolwiek wpadłby na pomysł i chciał zwiedzać dzielnicę z mapą, popełni bardzo duży błąd. Kwintesencją, niezaprzeczalnie największym urokiem spaceru po Ribeirze jest zagubienie się w jej wąskich, bardzo stromych uliczkach, do których nie docierają promyki słońca. Gubimy się zatem w tych fascynujących uliczkach, spacerujemy bez jakiegokolwiek celu, próbując uzmysłowić sobie jak wyglądało życie w dawnych latach na ulicach, w domach Ribeiry. Początkowo próbuję szukać odniesień do Barrio Alto i Alfamy w portugalskiej stolicy, ale nie ma to najmniejszego sensu, gdyż oba te miejsca wydają się być kompletnie inne. Gdy już nasyciliśmy się spacerem po Ribeirze ruszamy dalej stromymi uliczkami w górę, by rzucić okiem na dwa kolejne kościoły.

Uliczki Ribeiry

Kościół Świętego Mikołaja (Igreja de São Nicolau)

Pierwszym z nich jest Kościół Świętego Mikołaja, czyli po portugalsku Igreja de São Nicolau, typowy przykład architektoniczny, którego nie znajdziemy nigdzie indziej jak tylko w Porto, a to dzięki jego zniewalającej fasadzie wyłożonej błękitnymi azulejos.

Kosciół powstał w 1671 roku, ale cech barokowych nabył dopiero po rekonstrukcji w 1762 roku, a wspomnianymi wcześniej płytkami pokryto fasadę w 1861 roku.

Stojąc na ulicy Rua do Infante D. Henrique wystarczy, że odwrócimy się w drugą stronę, by zobaczyć Kościół Świętego Franciszka.

Kościół świętego Mikołaja

Kościół Świętego Franciszka (Igreja de de São Francisco)

Wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO świątynia został ukończony w 1425 roku. Początkowo o cechach gotyckich, nabrała barokowego stylu wraz z przeróbkami dokonanymi na przełomach wieków XVII i XVIII. Tak jak wiele innych miejsc w Portugalii od 1910 roku kościół nosi status dobra publicznego.

Kościół świętego Franciszka

Palácio da Bolsa

Będąc w pobliżu obu wcześniej wspomnianych kościołów nie można zapomnieć o zabytkowym Palácio da Bolsa. Budynek pełniący funkcję siedziby Stowarzyszenia Handlowego powstał w XIX wieku, kiedy to Królowa Maria podarowała ruiny klasztoru kupcom miejskim. Jego architektura nacechowana jest neoklasycyzmem.

Niestety nie udaje nam się wejść do środka, gdyż budynek jest już zamknięty dla zwiedzających, a z różnych przejrzanych przeze mnie relacji wynika, że z pewnością warto to zrobić. Spędzamy zatem kilka chwil w ogrodzie Jardim do Infante Dom Henrique i ruszamy dalej w kierunku północnym, do stacji kolejowej.

Dworzec kolejowy São Bento

Z dworca nie udajemy się jednak w żadną dalszą podróż. Jakkolwiek wydaje się to dziwne przyszliśmy go zwiedzać. Tak, zwiedzać. Jesteśmy przecież w Portugalii, w Porto. Może w żadnym innym kraju, mieście nie jest to tak oczywiste, ale w Porto Dworzec kolejowy São Bento zobaczyć trzeba.

Dworzec powstał w 1916 roku, a jego wnętrze zdobią różnego rodzaju malowidła ułożone oczywiście z błękitnych azulejos. Przedstawiają wydarzenia historyczne, jak chociażby bitwa pod Valdevez, Egas Moniz z dziećmi króla Alfonsa VII, wejście króla Jana I Dobrego i Filipy Lancaster do Porto, czy też podboju Ceuty. Cała ich powierzchnia wynosi około 551 metrów kwadratowych. Nazwa pochodzi od klasztoru benedyktynów, który wzniesiono tu w XVI wieku. Natomiast sam dworzec oddano do użytku w 1916 roku. Projektantem dworca został architekt portugalski, mieszkaniec Porto José Marques da Silva.

Dworzec Sao Bento
Malowidła na dworcu Sao bento

Cóż, nie pozostaje nam nic innego jak tylko chodzić po stacji i podziwiać. W naszym rodzimym Poznaniu takowych możliwości nie mamy.

Chcemy obejrzeć jeszcze jeden kościół, a kierując się w jego stronę spoglądamy jeszcze na dwa inne, a mianowicie Igreja da Misericórdia i Igreja de Santo António Dos Congregados. W zasadzie chodząc po Porto na każdym roku napotkamy jakąś świątynię, a opisanie ich wszystkich, a co więcej obejrzenie ich w tak krótkim czasie, wydaje się niemożliwe. Skupiamy się zatem na tych najważniejszych, najbardziej interesujących architektonicznie obiektach, które na długo zapadną w pamięć.

Kościół Kleryków i Wieża Kleryków (Igreja e Torre Dos Clérigos)

To kolejny z symboli miasta. W stronę kościoła prowadzi stroma ulica pnąca się w górę. Budowla z zewnątrz może nie zachwyca swoim wdziękiem, ale wnętrze robi już na nas niesamowite wrażenie. Świątynia została zbudowana w XVIII wieku. Był to pierwszy kościół w Portugalii zbudowany na planie elipsy. Projektantem kościoła został architekt Nicolau Nasoni. Budynek posiada wiele okien pozwalających na wpadanie i zadziwiającą grę świateł. Górny balkon otaczający nawę pozwala oglądać świątynie w zasadzie z każdego miejsca.

Kościół Kleryków
Wnętrza Kościoła Kleryków

W 1753 roku włoski architekt zaprezentował projekt dzwonnicy. Prace rozpoczęły się w 1754 i zakończyły w 1763 roku, a zwieńczył je montaż stalowego krzyża na samym szczycie wieży i obrazu świętego Pawła w niszy powyżej głównego wejścia. Wieża o wysokości 75 metrów została wzniesiona w stylu barokowym. Jeśli ktoś miałby ochotę może po pokonaniu 225 schodów dostać się na sam szczyt wieży i podziwiać panoramę Porto.

Wieża Kleryków

Na mapie zwiedzania zostało nam w zasadzie już ostatnie miejsce, a mianowicie pewna słynna księgarnia znajdująca się tuż za rogiem.

Księgarnia Lello (Livraria Lello)

Turystom trudno wyobrazić sobie wizytę w Porto bez odwiedzin w legendarnej księgarni Lello. Czy warto? Cóż, może to zabrzmi nietypowo, ale moim zdaniem przy obecnym natłoku ludzi wizyta nie ma najmniejszego sensu. Cofnijmy się jednak wstecz. Księgarnia została założona w 1869 roku przez Ernesto Chardrona. Po śmierci właściciela księgarnię sprzedano firmie Lugan & Genelioux Sucessores, by w 1894 roku ponownie zmieniła właściciela. Tym razem wpadła w ręce braci Lello. Bracia Lello postanowili zatrudnić projektanta Francisco Xaviera Esevesa, żeby zaprojektował nowy budynek księgarni na ulicy Rua das Carmelitas. Otwarcie miało miejsce w 1906 roku.

Wnętrza księgarni Lello

W 2015 roku ze względu na olbrzymie zainteresowanie obiektem postanowiono wprowadzić opłatę w wysokości pięciu euro za wejście do księgarni. Jeśli kupimy jakąś książkę, jej cena zostanie zredukowana o kwotę wstępu. Trudno dziwić się takowemu stanowi rzeczy, skoro na wejście do ów przybytku należy stać w długiej kolejce. A przecież nie takie zadania ma spełniać księgarnia. Do księgarni przychodzi się w pierwszej kolejności kupować książki. Z pewnością ogromne zainteresowanie spowodowane jest całą sagą książek o Harrym Potterze, którego autorka właśnie księgarnią Lello wzorowała się, tworząc słynną Bibliotekę Hoggwartu. Drewniane rzeźbione półki po sufit pełne książek, czy też słynne już zakręcone schody oczywiście mają swój urok, jednakże przepychanie się między tłumami chcących sobie zrobić w każdym zakątku biblioteki zdjęcia, jest wątpliwą przyjemnością.

Pamiętam jeszcze opowieści Blondynki sprzed kilku lat, kiedy to w Lello można było spokojnie usiąść sobie na lampkę wina Porto. Cóż, masowa turystyka sprawiła, że te czasy bezpowrotnie minęły.

Skoro jesteśmy już tak blisko ruszamy jeszcze w kierunku kościoła Igreja do Carmo, mijając Uniwersytet w Porto powstały w 1911 roku.

Igreja do Carmo i Igreja dos Carmelitas

To dwa kościoły, które wyglądają prawie jak jeden, gdyż stoją obok siebie. Oddziela je jedynie wybudowany pomiędzy bardzo wąski, na szerokość jednego metra, dom.

Pierwszy z kościołów Igreja do Carmo wybudowano w latach 1756 do 1768. Świątynia charakteryzuje się cechami późnego baroku jak i stylu rococo. Architektem kościoła był uczeń Nicolau Nasoniego, Jose de Figueiredo Seixas. Nie jest to pierwszy kościół, którego zewnętrzne ściany pokryte są azulejos. Dodano je w 1912 roku. Prezentują sceny Zakonu Karmelitów i Góry Carmel.

Kościół do Carmo i Kościół Karmelitów

Drugi z kościołów Igreja Dos Carmelitas ukończono w 1628 roku. Pojedyncza dzwonnica kościoła pokryta jest również błękitnymi płytkami.

To ostatni punkt na naszej dzisiejszej mapie spaceru po Porto. Po tak ciężkim dniu czeka nas jednak to co najprzyjemniejsze, a mianowicie spotkanie z portugalską kuchnią. Początkowo dochodzi do dość sporego zamieszania, gdyż kompletnie nie przewidziałem, że tradycyjne portugalskie tascas będą w niedzielę zamknięte. Chcemy raczej uniknąć miejsc stricte turystycznych i chwilę zajmuje nam poszukiwanie miejsca, w którym moglibyśmy zjeść w otoczeniu tubylców.

Słynne tramwaje w Porto

Koniec końców lądujemy w jednej z restauracji umiejscowionych na samym początku naszej dzisiejszej trasy i zamawiamy oczywiście tradycyjną portugalską potrawę, czyli bacahlau. Podczas portugalskiej kolacji nie może zabraknąć również wina, zatem decydujemy się na karafkę wina. Dochodzi do małego nieporozumienia i kelner, a w zasadzie najprawdopodobniej szef restauracji przynosi nam całą butelkę czerwonego trunku.

Chwilę później rozkoszujemy się już smakiem świeżego, rozpływającego się w ustach dorsza, okraszając  każdorazowy kęs łykiem wina. W restauracji panuje absolutna cisza. Każdy szanuje innych gości. Obok siedzi starsza kobieta wpatrzona w ekran laptopa. Przed nami grupka trzech mężczyzn w wieku około 40 lat, zapewne znajomi, którzy postanowili wspólnie spędzić wieczór. Zamawiają ogromną karafkę wina, a za każdym razem gdy wychodzą na papierosa, im później tym bardziej radośni, zatrzymują się jeszcze przy barze, by zamówić coś mocniejszego. Nad barem wisi telewizor, nieodłączny jak się potem okaże element każdego lokalu, w którym się zatrzymujemy. Sami zawieszamy oko, gdyż głównym, a w zasadzie jedynym tematem wiadomości są zniszczenia dokonane przez huragan Leslie. Poniszczone domy, samochody, powyrywane z korzeniami drzewa to obrazki z całej długości wybrzeża od Sagres po stolicę Lizbonę. Jak się okazuje, był to najsilniejszy huragan, jaki kiedykolwiek uderzył w kontynent. Na szczęście Porto nie ucierpiało tak bardzo jak inne miejscowości. Co prawda pojawiają się również informacje o zniszczeniach w Aveiro, ale tam wybieramy się dopiero za tydzień, także możliwe, że sytuacja zostanie już do tego czasu opanowana. Kończymy butelkę wina i zamawiamy jeszcze półlitrową karafkę ów napoju. Tym razem, składając zamówienie, wskazuję palcem na stolik, przy którym kobieta pije wino właśnie z karafki. Kelner zgodnie z moim życzeniem nalewa wina do karafki i przynosi na stolik. Cóż, pierwszy łyk daje nam do zrozumienia, dlaczego w pierwszej kolejności otrzymaliśmy wino z butelki. Jego jakość była nieporównywalnie lepsza. Szef nie chciał nas naciągnąć, czego zresztą absolutnie nie podejrzewaliśmy.  Chciał po prostu zaserwować nam to, co miał najlepsze.

Malowidła na ścianach uliczek Porto

Kolejny poranek w Porto nie różni się niczym od poprzedniego. Za oknem leje, a wszyscy przy śniadaniu z nadzieją czekają na zmianę warunków atmosferycznych. My nie mamy za bardzo wyboru, gdyż po godzinie 14:00 udajemy się w dalszą drogę. Ruszamy zatem w stronę najsłynniejszego w mieście targu czasowo przeniesionego w inne miejsce.

Mercado do Bolhão

Historia Mercado do Bolhão sięga 1839 roku, kiedy to Kongres Deputowanych postanowił stworzyć targowisko na terenach pozyskanych przez władze miasta. Na terenie znajdowało się bagno, które utworzyło sadzawkę nazywaną po portugalsku bolha de água. To właśnie stąd wywodzi się współczesna nazwa targu. Z biegiem czasu targ się zmieniał. Utworzono rampy, podjazdy, czy też drewniane magazyny. Na początku XX wieku władze miasta zdecydowały o stworzeniu nowego targu na peryferiach w celu zapewniania dostaw żywności wraz z ekspansją i powiększaniem się miasta. W 1910 roku architekt Casimiro Barbosa przedstawił projekt, który ostatecznie odrzucono ze względów ekonomicznych i w 1914 roku postawiono go w formie, w jakiej możemy obserwować dziś. Jest to dzieło innego architekta, Correia da Silvy. Na przełomie dziesięcioleci targ ulegał znacznym modyfikacjom, a obecnie znajduje się w remoncie. To właśnie dlatego, jak już wcześniej wspomniałem, został tymczasowo przeniesiony do centrum handlowego i nie robi szczególnego wrażenia. 

Specjały dostępne na stoiskach Mercado do Bolhao

Dużym plusem jest jednak fakt, iż możemy schronić się przed padającym deszczem. Wchodzimy zatem do centrum handlowego i zjeżdżamy schodami w dół. Pod sufitem wiszą portrety osób zasłużonych, znanych w całej historii Mercado do Bolhão. Targ podzielony jest na różne działy: rybny, mięsny, owocowy, warzywny, czy kwiatowy. Chodzimy i podziwiamy świeże, pachnące produkty. Zachwycają nas owoce morza, całe słoje świeżych oliwek, stoiska z degustacją win, kolorowe puszki sardynek, czy też pachnące wędliny. Wiele ze stoisk istnieje tu od kilkudziesięciu lat i zarządzanych jest przez tych samych właścicieli. Z pewnością Mercado do Bolhão sprawia dużo większe wrażenie w swoim oryginalnym miejscu.

Specjały dostępne na stoiskach Mercado do Bolhao

Mamy jeszcze trochę czasu, także postanawiamy sobie utrwalić mniej więcej to co widzieliśmy wczoraj wzdłuż brzegu rzeki. Udajemy się zatem na spacer nad Douro, a naszą przechadzkę po deszczowym Porto kończymy niedaleko Kościoła Kleryków. Wchodzimy do jednej z otwartych dziś portugalskich tascas i zamawiamy typowe dla miasta Porto danie francesinha.

Główny przysmak mieszkańców Porto czyli francesinha

Choć z założenia jest to kanapka, nie sposób jednak chwycić ją w rękę i zjeść jak typowego sandwicha. Danie składa się z chleba przełożonego szynką, wołowym stekiem, a to wszystko zapieczone jest serem i polane sosem. Francesinha jest na tyle syta, że nie jestem w stanie dokończyć swojej porcji. Cóż, dobrze było dziś zjeść obiad we wcześniejszych godzinach, gdyż przed nami kawałek drogi do kolejnych miejscowości. Tak, pozostało nam już tylko odebrać samochód i ruszyć w dalszą drogę, do położonego niedaleko Guimarães.