Hafez po zmroku

Słońce powoli zachodzi za horyzontem, a Peyman proponuje nam udanie się na nagrobek Hafeza. Co prawda byłem już tam z Morganem, ale nie chcę zaburzać dnia Rachida i Letiti. Ponadto nasz host uważa, że tylko wieczorem można poczuć prawdziwy klimat, niepowtarzalną, oryginalną atmosferę ów miejsca. Do kompleksu wchodzimy za darmo, gdyż Peyman po raz kolejny zrobił użytek ze swojej legitymacji studenckiej. Poza tym ma tam znajomego i poprosił, aby wpuścił nas razem z nim. Zaoszczędziliśmy w ten sposób naprawdę sporo czasu, gdyż kolejka chętnych do odwiedzenia poety jak na okoliczne realia była naprawdę imponująca. Peyman miał rację, dopiero wieczorem można się całkowicie pogrążyć w magicznej poezji Hafeza. Miejsce w którym spoczywa mistrz jest oświetlone delikatnie padającym z każdej strony światłem. Każdy z nas idzie na chwilę w swoją stronę. Po krótkiej chwili kontemplacji dołączam do Peymana opowiadającego mi o dziełach poety. Rachid z Letitią robią serię zdjęć i filmów, a ja po prostu odkładam aparat, by cieszyć się tą jakże podniosłą, piękną chwilą. Myślę, że z takich miejsc jak to, każdy z osobna wynosi coś szczególnego dla siebie, wychodzi stąd bogatszy o pewne, jakże cenne doświadczenie.

U Ehsana raz jeszcze

Robi się coraz później i czas powoli wracać do domu, ale zanim to nastąpi czeka mnie jeszcze jedna, dość nieprzyjemna chwila. Otóż mój bagaż cały czas znajduje się u poprzedniego hosta i muszę go jakoś stamtąd odebrać. Okazuje się, że Peyman zna adres gdzie muszę się udać i oferuje swoją pomoc. Razem z dwójką francuskich znajomych jedziemy do domu Ehsana. Powoli zaczynam poznawać okolicę, gdyż byłem już tutaj rano. Proszę Peymana, żeby zatrzymał się przy głównej ulicy, a ja pójdę po prostu boczną odnogą do jego mieszkania odebrać swój bagaż. Mój nowy host zatrzymuje pojazd, ja wysiadam i ruszam troszeczkę zestresowany po swoje rzeczy. Dzwonię do drzwi. Okazuje się, że Ehsana nie ma w domu. Nie wrócił jeszcze z salonu fryzjerskiego, w którym pracuje. Drzwi otwiera mi jego starszy brat, ale nie ten, którego poznałem. Udał się już z moim francuskim znajomym Morganem z powrotem do Teheranu. Najstarszy brat ledwie mówi po angielsku. Wymyśliłem na szybko krótką historyjkę o zmianie planów i udaniu się z powrotem do Teheranu, w celu zwiedzania północnej części Iranu. Mam już rzekomo zabukowany bilet i muszę szybko uciekać. Zarówno brat, obie siostry jak i ojciec nie są zachwyceni i proszą, żebym został. Jestem nieustępliwy, zabieram swoją torbę i opuszczam dom. Wybiega za mną brat Ehsana i daje mi paczkę tabletek, którą zostawił dla mnie Morgan. Jak sobie po chwili przypomniałem, Letitia miała problemy z bólem głowy. Nie posiadała jednak żadnych medykamentów, a pomoc zaoferował Morgan, który miał tabletki w domu. Zostawił je i prosił, żebym odebrał przy okazji wizyty po bagaż. Paczkę leków wręczam Letiti, plecak wrzucam do bagażnika, wsiadam do samochodu i nareszcie mogę odetchnąć z ulgą, że wszystko zakończyło się dość szczęśliwie. Po powrocie do kraju okazało się, że moje przypuszczenia nie były mylne, a Ehsan oszukał podróżującego z Chin, o czym się dowiedziałem z serwisu, gdzie ogłaszał swoją pseudo pomoc.

(Nie-)proszony gość

Zanim dotrzemy do znajdującego się na obrzeżach miasta domu, udajemy się jeszcze na zakupy na kolację. W jednym ze sklepów kupujemy warzywa, w innym mięso i napoje. Powoli dojeżdżamy do domu Peymana, który oznajmia mi, że zrobi właśnie niespodziankę swoim rodziców, gdyż nie powiedział, że będzie miał nowego podróżnego pod swoim dachem dzisiejszej nocy. Trochę zestresował mnie ów faktem, ale nie mam już odwrotu i jako pierwszy wchodzę do domu.

– Dzień dobry.

– Dzień dobry! O nowy gość? – zaskoczona ale radosna mama zwraca się do swojego syna.

– Tak. To Maciej z Polski. Spotkałem go, potrzebował pomocy, więc zabrałem go ze sobą.

Po raz kolejny zderzam się z niezwykłą irańską gościnnością. Nikt nie robi problemu z faktu, iż Peyman przyprowadził obcego człowieka do domu na noc. Z krótkiego korytarza skręcam w prawo i wchodzę do przestronnego salonu połączonego z aneksem kuchennym. Podłogę pokrywają oczywiście dywany jasnego koloru. Przy ścianach stoi coś na wzór naszych kanap. To jakby materace obszyte tkaniną podobną do dywanu. O ścianę oparty jest dokładnie taki sam prostokątny element koloru czerwonego, wyszywany różnorakimi wzorkami. To w tych miejscach po obiedzie zasiadają członkowie rodziny, rozmawiają, oglądają telewizję. W głębi salonu stoi kilka złoto zielonkawych foteli przypominających meble z czasów królewskich dynastii europejskich. Po prawej stronie, przy zakończeniu aneksu kuchennego znajdują się drzwi prowadzące do kolejnego pokoju, a mianowicie sypialni rodziców. Skręcając natomiast z korytarza w lewą stronę wejdziemy do dwóch pokoi, jednego młodszej siostry Peymana, a drugiego właśnie mojego wspaniałego gospodarza.

W oczy rzuca się natychmiast strój rodziców, jak i sam ich dość specyficzny jak na te realia wygląd. Peyman, chłopak o ciemnej karnacji jednoznacznie wskazującej na jego pochodzenie w niczym nie przypomina swoich rodziców, którzy wyglądają jak typowi Europejczycy. Ojciec, wysoko zaczesane włosy wchodzące w kolor blond, ubrany w koszulkę bez rękawów oraz krótkie spodnie. Matka nie ma na sobie nic, co wskazywałoby na zakorzenienie w kulturze muzułmańskiej. Włosy przefarbowane również na blond, długie, zwiewne kwiaciaste spodnie i koszulka z krótkim rękawem.

Od samego początku daje się odczuć panującą w domu niesamowitą serdeczność wszystkich członków rodziny. Rachid z Letitią wypakowują zakupy, ja udaję się pod prysznic, a gdy wracam mama Paymena wraz z naszą francuską znajomą zajmują się przygotowaniem dla nas kolacji. Co ciekawe mama Peymana jest w stanie prostymi słowami porozumiewać się w języku angielskim. Odświeżony, lecz niekoniecznie pełen sił, gdyż poprzednia noc była nieprzespana, siadam pod ścianą i ucinam sobie pogawędkę z moim wybawicielem.

– Wiesz, uratowałeś mi życie. Jestem Ci dozgonnie wdzięczny. Dziękuję.

– Przestań. Nic takiego nie zrobiłem.

– Oj właśnie, że zrobiłeś. Gdyby nie Ty, nie miałbym najprawdopodobniej gdzie spać. Pokazałeś mi miasto, pojechałeś ze mną odebrać bagaż, zabrałeś mnie pod swój dach, dałeś mi orzeźwiający prysznic, zastawiłeś mi stół jedzeniem. Dziękuję Bracie.

– Jak to robisz? Skąd znasz tak francuski? Te wszystkie potoczne wyrażenia? – schlebiając mi do rozmowy włącza się Rachid.

– To był mój drugi język na uczelni, a poza tym studiując w Niemczech poznałem ludzi z Francji, z którymi spędzałem sporo czasu. To pewnie dlatego.

Rachid wielokrotnie wykorzystuje moją znajomość jego języka. W sytuacjach gdy nie znajduje jakiegoś słowa w języku angielskich, natychmiast zwraca się do mnie z prośbą o przetłumaczenie z francuskiego na angielski. Jest mi z tym dość dobrze, gdyż bądź co bądź mogę chwilowo spełniać jedną ze swoich pasji.

Przygotowanie do kolacji

Panie zaczynają rozkładać na podłodze przygotowane przed chwilą potrawy. Stół, a raczej obrus rozłożony na dywanie został obficie zastawiony. Mamy tutaj dwa ogromne talerze pełne chleba, dwa przykryte naczynia wypełnione mielonym mięsem i grillowaną na patelni cukinią, kilka półmisków ze świeżymi warzywami, miseczki z miejscowymi dodatkami, których nie jestem w stanie zidentyfikować, a nie mam siły, by pytać i zapisywać poszczególne nazwy ów potraw. Nie wspomniałem jeszcze o trunkach. Otóż przede mną dumnie stojąca butelka słynnego napoju o nazwie i smaku, którego nie zapomnę do końca moich dni, a mianowicie dough. Na moje szczęście towarzyszy jej dwulitrowa, połyskująca, schłodzona butelka pepsi. Całości towarzyszy szklanka wypełniona kostkami lodu. Wieczór mija nam w niezwykłej atmosferze. Planowałem co prawda wcześniej pójść spać, żeby zregenerować się na zwiedzanie kolejnego dnia, ale nie będzie to niestety wykonalne, gdyż zbyt wiele pięknych chwil straciłbym umykając do pokoju obok.

W pewnym momencie radosne i pełne śmiechu chwile przerywa nam huk wywołany uderzeniem. Zrywamy się na równe nogi i ruszamy błyskawicznie w kierunku okna. Intuicja nie zawiodła. Widzimy leżący motor, a obok niego podnoszącego i otrzepującego się z kurzu mężczyznę. Na szczęście nic poważnego się nie stało. Peyman wyjawia mi, że to dość częsty widok na ulicach jego miasta. W zasadzie trudno się dziwić, zważywszy chociażby na styl jazdy Irańczyków, a przede wszystkich stan techniczny pojazdów, którymi się na co dzień poruszają.

Irańska kolacja

Wracamy do „stołu” i zasiadamy do tradycyjnego deseru, czyli półmisków z owocami, orzechów oraz herbaty. Chwilę później Peyman przynosi do pokoju fajkę wodną, pytając kto będzie palił. Nie cierpię dymu, tym samym rezygnuję z ów rozrywki, lecz Rachid ochoczo wyrywa się na ochotnika. Gospodarz uporczywie próbuje zatem rozpalić węgielki, jednakże bezskutecznie.

– Niestety nic z tego nie będzie. – zrezygnowany zwraca się w naszym kierunku.

– Daj mi to. – z pomocą przychodzi głowa rodziny.

Cała operacja nie trwała dłużej jak kilka minut i urządzenie jest już gotowe do użycia. Peyman twierdzi, iż zastosował tytoń przeznaczony na specjalne okazje i pierwszy zaciąga się dymem. Do fajki spiesznie podąża Rachid i wciąga do swoich płuc ogromne ilości dymu, szalenie przy ty dysząc i kaszląc. Nasuwa mi się tylko jedno słowo – przesadził. Niestety znajduje ono uzasadnienie, gdyż Rachid po chwili strasznie zbladł i nie mógł utrzymać równowagi.

– Wszystko w porządku? Jak się czujesz? – pytam wcale niezaskoczony mającą miejsce sytuacją.

Chyba nie do końca dotarło co do niego mówię, gdyż tylko resztkami sił poruszył głową w jedną i drugą stronę. Letitia zabiera go do łazienki, gdzie wymiotuje i udaje się do sypialni.

– To niestety koniec jego wieczoru. – po chwili informuje nas wszystkich.

Na szczęście jest już dość późno, także nie stracił zbyt wiele, a jutro rano musimy wcześnie wstać, gdyż chcemy pójść zwiedzać meczet Nasir ol Molk. Obiekt ten znany jest z niezwykłej kolorystyki powstającej przez wpadające z zewnątrz światło przebijające szkła znajdujących się w oknach witraży. Zgodnie z tym co mówi nasz gospodarz, żeby podziwiać efekt w pełni, trzeba być na miejscu krótko po godzinie dziewiątej rano. Nie pozostaje nam zatem nic innego jak udać się spać. Miejsce dla mnie gospodarz przydzielił wyznaczył w pokoju jego siostry. Mówię wszystkim dobranoc i udaję się do łóżka.