O pracy za granicą

Pochodzę z Iowa. To niedaleko Chicago. Mam czwórkę rodzeństwa. Studiowałam interkulturowość. Podróż zatem stała się sensem mojego życia. Ostatnie sześć lat mieszkałam i pracowałam w Korei Południowej. Z doświadczenia muszę powiedzieć, że w tym regionie świata Japonia ma jednak zdecydowanie więcej do zaoferowania z punktu widzenia turysty.

Byłam w Japonii. Co prawda nie na długo, ale wspaniale wspominam ten czas. Centralna część kraju. W Hiroshimie mieszkałam u japońskiej rodziny i to było świetne doświadczenie. Sprawili, że czułam się jak u siebie w domu. Dbali o mnie, pytali co chce jeść i gotowali dla mnie. Korea jest inna. Ludzie nie są ufni. Nie rozumieją jak można zabrać obcą osobę do siebie do domu. Nie mają w sobie takiego poczucia zaufania. Japończycy natomiast, jeśli zapyta się ich o cokolwiek, zawsze postarają się pomóc. Jeśli nie znają angielskiego, co jest dość typowym zjawiskiem w kraju, poszukają kogoś kto mówi w tym języku.

W Korei Północnej nie byłam, ale z racji mojego obywatelstwa nie jestem tam mile widziana. Jedyne co było mi dane zobaczyć to strefę zdemilitaryzowaną, z której w tej chwili zrobiono największą atrakcję turystyczną. Po tych kilka latach zdecydowałam się coś zmienić i od miesiąca jestem tutaj.

O życiu w Omanie

Jedna z moich znajomych zapytała czy nie chciałabym podpisać kontraktu w Omanie. Dlaczego nie, pomyślałam. Na razie podpisałam na rok z możliwością przedłużenia o kolejny rok. Trudno mi powiedzieć ile lat zostanę. Pod koniec pierwszego roku zadecyduję czy kontynuować tu moją karierę zawodową.

Pracuję na uniwersytecie. Chciałam uczyć angielskiego inaczej. Są różne metody, style nauczania, a w Korei dla przykładu nie ma skonkretyzowanego systemu, nie ma metodologii, a właśnie takiego czegoś chciałam spróbować, uczyć zgodnie z duchem metodyki. Po tak krótkim czasie już mogę zauważyć, że tu kładzie się nacisk na metodykę. Czuję się bardziej potrzebna niż w Korei. Uczę różnych poziomów. Od podstawowego do zaawansowanego. Tak, by przygotować ich w dziedzinie inżynierii, branży IT, czy biznesu. W zasadzie w Omanie łatwiej porozumiewać się po angielsku niż w Korei.

Większość pracowników zatrudnionych w usługach jest z Indii. Myślę, że to wpływ Brytyjczyków, którzy wspierali Sułtana na początku wprowadzanych przez niego reform. Poza tym dla większości ludzi Oman to kraj widmo. Nikt nie wie tak naprawdę o jego istnieniu. Dla wszystkich jedynym krajem na Półwyspie jest Arabia Saudyjska.

Dwie osoby z naszego uniwersytetu uczyły w Arabii. Mają wiele ciekawych historii do opowiedzenia. Turystyka tam nie istnieje. Nie wydaje się wiz turystycznych. Dlatego jedyną możliwą opcją zobaczenia życia od wewnątrz jest podjęcie pracy.

Moje pierwsze wrażenia związane z Omanem? Ludzie są mili. Studenci są jak wszyscy inni, których spotkałam w innych krajach. Jedyna różnica jest taka, że nie mieli styczności z wieloma rzeczami, których są bardzo ciekawi jak na przykład piwo, wino, czy ogólnie rzecz biorąc alkohol. Generalnie alkohol można kupić w hotelach, ale żeby zaopatrywać się normalnie w sklepach, potrzebna jest licencja. Kuriozalne jest, że Omańczycy nie mogą dostać licencji, bo są muzułmanami z założenia, ale mogą pić alkohol w hotelach. Widziałam sytuacje, kiedy to przy hotelowym barze dwie kobiety ubrane w abaje trzymały w rękach drinki i tańczyły.

Czasami oczywiście zdarzają się różne dziwne sytuacje. Pewnego dnia jeden z uczniów zapytał czy moglibyśmy pójść razem klasowo na plażę i poopalać się w samych strojach kąpielowych. Ale jeśli szybko utniesz taką rozmowę, nie ma żadnych problemów.

Wraz ze mną pracuje siedmiu obcokrajowców. Wszyscy mieszkamy w tym bloku. To mieszkania wynajmowane nauczycielom. Całość kosztów pokrywa uniwersytet. Zaczynam o ósmej rano i pracuje do szesnastej trzydzieści. Uniwersytet znajduje się za miastem. Komunikacji miejskiej nie ma także zmuszeni jesteśmy dojeżdżać autem. Wynajęliśmy jedno długoterminowo i dojeżdżamy w czwórkę, dzieląc między siebie koszty. Po pracy kto chce i potrzebuje, może z niego korzystać. Taki sposób wydaje się chwilowo najbardziej rozsądny.

Często wracam myślami do transportu publicznego w Korei. Jest doskonały w przeciwieństwie do tego w Omanie. Tu do wszystkiego potrzebne jest auto. Tam całkowicie na odwrót. Auto jest zbędne. Chcesz gdzieś wyskoczyć na weekend, łapiesz autobus lub pociąg i jedziesz. Nie mają co prawda shinkansenów jak w Japonii, ale mimo wszystko kolej jest dość szybka. Tu cały proces jazdy jest dużo bardziej męczący, gdyż trzeba się skupić na prowadzeniu auta.

Najprzyjemniejszym miejscem na spacery jest dla mnie corniche. W zasadzie nie wiem dlaczego wszyscy to tak nazywają. Pewnie z brytyjskiego. Mam w szkole dwie nauczycielki, jedna ze Szkocji druga z RPA. Obie używają tego słowa. My na to mówimy boardwalk, jak w tym serialu Boardwalk Empire. Nie przepadam za tradycyjnymi sukami. Sporo tam pracowników z Azji, którzy jak tylko wejdzie biała kobieta, gapią się na nią.

Omańczycy są natomiast ludźmi bardzo wyluzowanymi. Niczym się nie przejmują. Wszystko zawsze jest w jak najlepszym porządku. Podchodzą z dużym dystansem do życia i za to sobie ich cenię. Uwielbiają Bollywood, a szczególnie hinduską muzykę. Są też dość leniwi. Gdy przyjeżdżają do restauracji nawet nie wychodzą ze swoich klimatyzowanych aut, tylko chcą być obsługiwani przez kelnerów. To samo robią studenci. Zbyt leniwi, by wyjść z pojazdu. Kierowcy często trąbią też na białe kobiety. Nie polecam jednak unosić w górę środkowego palca. To bardzo, ale to bardzo niegrzeczne. W zasadzie mam dość małą styczność z samymi Omańczykami, ponieważ gdziekolwiek się nie ruszę spotykam obcokrajowców.

Oman lubię również za pogodę. Nie padało od kwietnia, a niedaleko szkoły budują tamę i tak zastanawiam się kto buduje tamę na pustyni. Ale gdy przychodzi deszcz, woda zabrałaby ze sobą wszystko, także najwidoczniej jest to dość istotna inwestycja. Zobaczymy jak przeżyję lipiec gdy temperatury podskoczą do pięćdziesięciu stopni.

Posłuchajcie, właśnie zaczyna się czas ostatniej modlitwy. Po tej części wszyscy zaczną wychodzić na ulicę, do restauracji. Na mieście zrobi się gwarno. Na początku miałam problem z poranną modlitwą. Za każdym razem mnie budziła. Teraz nie ma już tego kłopotu. Nie zwracam na to uwagi.

Gdy podróżuję po kraju najwięcej turystów widzę z Niemiec i Polski. Niemcy są naprawdę wszędzie. Na drugim miejscu Holendrzy i kraje skandynawskie. Byłam też w waszym kraju. Warszawa, Kraków. Jest mi bardzo przykro z powodu Warszawy. Wszystko zostało zniszczone podczas drugiej wojny światowej i potem musiano odbudowywać stolicę na nowo. Bardzo lubię Kraków. To naprawdę świetne, klimatyczne miejsce. W Europie zwiedziłam jeszcze parę innych miejsc. Właściwie to byłam tam na kursie i mogłam zobaczyć Polskę, Niemcy i Czechy. Lubię życie zagranicą. Rodziców widuję raz w roku, gdy jadę na odwiedziny do ojczyzny. Wracać na stałe tam nie chcę. Szczególnie teraz, po wyborach prezydenckich.

                                                                                              Rachel, 28 listopada 2016