Al Hamra – Powrót do przeszłości

Sulaiman zabiera nas do starej dzielnicy Hamry, pokazując nam miejsce gdzie się urodził, które przez lata było jego domem rodzinnym. Dziś to już tylko ruiny będące swoistą atrakcją turystyczną miasta, choć w przypadku Hamry trudno mówić o jakichkolwiek atrakcjach z przewodników, o tym co warto zobaczyć. Turystyki tu się po prostu nie uprawia. Budynki przypominają mi w dużej mierze te widziane tak niedawno w irańskim Kharanaq.

Uliczki starej Hamry

Sypiące się, przybierające piaskową, żółtawo-pomarańczową barwę, będące połączeniem słomy i błota konstrukcje są dziś pustostanami. Nikt już tu nie mieszka. Idąc dalej wchodzimy do jednego z takich zachowanych budynków.

Utworzono tu coś na wzór muzeum, gdzie przybyszom z różnych krańców świata prezentuje się jak kiedyś wyglądało życie. Kolega Sulaimana, pełniący tutaj rolę przewodnika oprowadza nas po poszczególnych pomieszczeniach prezentując różnego rodzaju zajęcia świadczące o istnieniu obyczajów i tradycji autochtonów.

W jednym z pokoi, przypominającym bardziej kamienną grotę, starsza kobieta w niebiesko-czarnej chuście przyozdobionej różnymi wzorami piecze chleb. Na kamiennym stołku pod którym znajduje się palenisko stawia okrągłą, żelazną blachę do wypieku produktu. Chleb ten jednak nie przypomina w żadnym stopniu naszego, polskiego pieczywa. To niezwykle cienka forma jakby wafla.

Kawałek dalej inna kobieta w biało-różowych szatach, owinięta szczelnie niebieską chustą, z założoną na twarzy tradycyjną omańską maską, gotuje kawę. Żeby jednak ją ugotować przez dwadzieścia pięć minut należało ręcznie mielić ziarno specjalnym przyrządem składającym się z metalowego garnka i czegoś na wzór tłuczka, czy też moździerzy, jednak o dużo dłuższej rączce. Oryginalna kawa omańska doprawiana jest zawsze kardamonem. Smak oczywiście jest kwestią gustu. Osobiście po wielu próbach przyzwyczajenia się do smaku popularnego trunku, porzuciłem kolejne starania i pozostałem przy wydaniu bez jakichkolwiek dodatków zmieniających smak. Kawę podaje się w specjalnych metalowych dzbanach, które stawia się na niskim stole. Nikt nie siada jednak na krzesłach, ale przy ścianach wyłożonych dookoła poduszkami. Każdy z przybyłych bierze do ręki małą ceramiczną szklaneczkę i nalewa sobie kawy. Całości towarzyszą oczywiście słodkie daktyle, będące nieodłączną częścią rytuału żywieniowego.

Kolejną z części pokazu jest przyrządzanie drzewa sandałowego, mieszanego z szafranem i wodą. Taką miksturę nakłada się na skórę w celu poprawy jej wizerunku, ale także na czoło, jak uczyniła Blondynka, aby uśmierzyć ból głowy. Mieszanka oleju arganowego z kardamonem i wodą używana jest natomiast do masażów, do nakładania na włosy, czy skórę rąk.

Wypiek chleba tradycyjną metodą

Mikstura z drzewa sandałowego

Tradycyjne stroje omańskie

Udajemy się także do pokoju z tradycyjnym ubiorem omańskim. Strój męski składa się z bishtu, czarnej długiej sutanny wykonanej z wełny narzucanej na diszdaszę, czyli długiej białej szaty z długim rozcięciem w centralnej części klatki piersiowej, z frędzlem zwisającym przy dekolcie, długich luźnych rękawów, charakterystycznych haftowanych wzorów wokół nadgarstków, dekoltu, łopatek jak i rozcięcia, oraz chusty na głowę nazywanej massar, pochodzącej z hinduskiej części Kaszmiru. Alternatywą może być słynny kapelusz omański, nazywany przez tutejszych kumma. Tak naprawdę pochodzi z Zanzibaru, co nie powinno dziwić, gdyż Oman historycznie był dość mocno powiązany z tanzańską wyspą. Wysokiej jakości kumma wykonywana jest ręcznie i charakteryzuje się dziurkami na swojej powierzchni, pozwalającymi utrzymywać odpowiednią temperaturę głowy. Chroni w ten sposób przed poceniem się. W takim zestawieniu mężczyźni chodzą do pracy, czy też szkoły. Całości dopełnia wazar, pełniący rolę bielizny. Utkany z bawełny owijany jest wokół pasa. Kobiecy zestaw odzieży składa się również z diszdaszy, sarwal, czyli spodni zakładanych pod diszdaszę, pełniących w pewnym rodzaju również funkcję bielizny. Sarwal ma luźną formę, a hafty są charakterystyczne dla poszczególnych regionów w kraju. Tak jak i w przypadku mężczyzn, kobiety mają do wyboru dwa różne nakrycia głowy, waqaya, długa na półtora metra i szeroka na połowę tej długości forma chusty, oraz lahaf, tradycyjna chusta, której nie owija się wokół głowy, lecz zwisa po obu stronach ramion. Na ścianie wisi mapa Półwyspu Arabskiego. Spoglądam w stronę południowej jego części, a dokładnie mówiąc Jemenu.

Pogawędki z Sulaimanem

– Obecna sytuacja w Jemenie jest niestabilna. Wiele punktów kontrolnych. Mój wujek wrócił stamtąd trzy dni temu. Celnicy sprawdzają wszystko, nawet telefony. Ale wszystko idzie ku dobremu. W ostatnim tygodniu prowadzono negocjacje w stolicy Omanu. – zauważa moje zainteresowanie sąsiednim krajem i wtrąca swój komentarz.

– A jaki jest Sułtan? – zmieniam temat pytając o władcę kraju.

– Każdy kocha Sułtana. Zrobił wiele dobrego. Ostatnio niestety ciężko zachorował. Ma siedemdziesiąt cztery lata, a u władzy jest już od czterdziestu sześciu lat. Sułtan miał swego czasu żonę, ale wraz ze swoją rodziną usiłowali dokonać morderstwa i przejąć władzę. Dlatego się rozwiódł. Następcą tronu będzie jeden z członków rodziny królewskiej. Zasada jest prosta. Rodzina zadecyduje kto obejmie urząd. Jeśli nie wybiorą nikogo w przeciągu trzech dni, otworzą kopertę z wyborem, którego wcześniej dokonał i zapisał Sułtan. Jeśli wybiorą w przeciągu trzech dni następcę, wiadomość zostanie zniszczona, żeby nie wiedzieli kogo mianował na swojego sukcesora. – z dumą wyjaśnia nasz gospodarz.

– A jakie wyznanie przeważa w Omanie? – dopytuję dalej.

– W Omanie mamy ibadytów. W Arabii Saudyjskiej mają natomiast w większości wahabitów. Nie wiem czy to restrykcyjna grupa czy nie. Trudno powiedzieć. Część z nich na pewno, ale nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Byłem wiele razy w Arabii, w Mekce na hadżdżu. Szyici natomiast udają się na pielgrzymki do Karbali.

Omańska cukiernia i sklep z elektroniką

Opuszczamy powoli starą Al Hamrę. Wsiadamy do busa załadowanego sprzętem kempingowym i udajemy się w stronę Bahli, miejsca gdzie spędzimy kolejną noc. Poprzednią zarwaliśmy, a Sulaiman jest na tyle wyrozumiały, że daje nam klucze do swojego pokoju i pozwala nam odpocząć kilka godzin, by wrócić po nas wieczorem.

Zabiera nas do sklepu zajmującego się wyrobem tradycyjnych słodyczy omańskich. Jego kolega prezentuje narzędzie do produkcji łakoci, jak także poszczególne składniki pochodzące zarówno z Omanu, Wietnamu, jak i Egiptu. Mężczyzna odpowiedzialny za produkcję opowiada nam o kolejnych krokach swojej pracy. Najpierw miesza cukier z wodą, potem dodaje orzechy, a na koniec szafran i oliwę, aby całość nie kleiła się. Jeśli nie doda oleju, masa będzie się zlepiała. Sprowadza tu również szafran z Iranu. W tej chwili prace ręczne zastąpiły maszyny. Wcześniej w misach musiano mieszać wszystko bez przerwy przez trzy godziny, aby uzyskać odpowiednią konsystencję składników. Na terenie Omanu można jednak znaleźć nadal zakłady, gdzie pracuje się ręcznie, nie z powodów utrzymania tradycji, ale raczej z braku pieniędzy na kupno maszyn i uprzemysłowienia produkcji. Zakup jednej maszyny to wydatek w granicach tysiąca pięciuset riali, czyli w przeliczeniu około piętnastu tysięcy złotych. Pod koniec wizyty mamy okazję skosztować produktów powstających w tej mini fabryce, ale jakoś nieszczególnie przekonują mnie swoim smakiem. Może to problem europejskich kubków smakowych, ale gdy wrócę myślami do moich wizyt w Turcji, Iranie, czy Maroku, w żadnym z tych krajów słodycze, których jestem wielkim wielbicielem, nie wywarły na mnie pozytywnego wrażenia.

Sulaiman zabiera nas również do swojego sklepu z elektroniką, ale szczerze mówiąc wyobrażałem sobie go zupełnie inaczej. Sklep przypomina raczej nasz komis z rupieciami porozkładanymi na półkach i ladach za szybami. Nie trudno dostrzec tu produkty takich firm jak Apple czy też Sony, ale są to wszystko stare modele, już dawno wycofane z produkcji. Sulaiman kupuje je najczęściej w Dubaju, przywozi do Omanu i sprzedaje dalej po niezbyt zachęcających cenach. Trudno się tak naprawdę dziwić, gdyż dostęp do wysokiej jakości nowinek technologicznych mają tylko nieliczni mieszkańcy stolicy, czy też Salali. W Omanie istnieje kilka sklepów internetowych. Można kupować też na Ebayu i Amazonie, ale przesyłka zwykle bywa bardzo kosztowna i nieopłacalna.

Udając się z powrotem do mieszkania dowiadujemy się, że Sulaiman ma dom na Filipinach, żonę i dziecko.

– Syn wysyła mi wiadomości, że chce PSP, a ja zawsze odsyłam go do mamy, bo to ona jest szefem. Mówi też, że chciałby rakietę, aby móc polecieć w kosmos. – żartuje puszczając nagrania głosowe swojego syna z telefonu.

Fabryka słodyczy

Lokalne słodycze

Arabskie małżeństwa

Otóż małżeństwo w świecie arabskim to temat rzeka. Można by tak naprawdę napisać książkę o tym ewenemencie. Znam za krótko Sulaimana, by dopytywać go dociekliwie o jego życie osobiste, a kwestia filipińskiej żony wydaje się być niezwykle ciekawą.

W Omanie bycie potocznie mówiąc singlem jest dużym odstępstwem od normy, całkowicie niezrozumiałym dla autochtonów. Każdy musi mieć żonę i dzieci. Jednakże nie każdy może sobie pozwolić na posiadanie żony. Pomijając wszelkie kwestie trudności nawiązywania kontaktów płci przeciwnych, każdy z mężczyzn musi zapewnić zabezpieczenie finansowe żony. Nie każdego jednak stać na takowy luksus. Gdy już odłoży wymaganą sumę, może być za stary i żadna młoda Omanka się na niego nie zdecyduje. Tym samym Omańczycy często kupują żony z Indii, Filipin, czy też Pakistanu, gdyż ich wartość rynkowa jest dużo niższa niż Omanek. Żona pochodząca z jednego z wymienionych krajów to wydatek rzędu pięciuset do tysiąca riali. Autochtonka może kosztować nawet dziesięć razy tyle! Ów suma nosi nazwę mahr. To dar pana młodego dla panny młodej. Tak naprawdę to zabezpieczenie, które przeznacza się dziś najczęściej na urządzenie swojego nowego gniazda. Wcześniej wyglądało to inaczej, gdyż pieniędzmi zarządzali ojcowie wybranek. Jedna z części wnoszonej sumy pełni również funkcję swoistego zabezpieczenia na wypadek rozwodu. W szczególnych przypadkach można domagać się zwrotu mahr, na przykład gdy okaże się, że poślubiona kobieta nie jest dziewicą. Prawo do mahr kobietom przyznał islam, gdyż wcześniej niczego nie dziedziczyła, a co więcej mogła przejść w ręce spadkobiercy jak każda inna rzecz materialna! Ponadto kobieta nabyła prawa do posiadania własnego majątku, ale także rozwodu.

Wracając do Sulaimana nie do końca rozumiem i już chyba nigdy nie będzie mi dane pojąć, dlaczego wziął sobie za żonę Filipinkę. To przystojny, młody mężczyzna, właściciel dwóch sklepów, będący w trakcie otwierania trzeciego. Nie ma zatem powodów do narzekań finansowych. Chyba, że owa Filipinka tak naprawdę nie jest jego żoną, a pełni tylko i wyłącznie rolę kochanki, a przy okazji matki jego dziecka? Z tym i wieloma innymi pytania krzątającymi się w moich myślach kładę się wykończony nieprzespaną poprzednią nocą do łóżka. Kolejny dzień powinien być już zdecydowanie luźniejszy.